Relacje z zawodów

IV Bieg z Kopyta

Gniazdów 18.08.2018

W Biegu z Kopyta wystartowała silna, siedmioosobowa ekipa Ludków. Obsadziliśmy wszystkie dystanse. W biegu na 10 km z upałem i licznymi podbiegami walczyli: Jarek Gałązka, Andrzej Mielnik i Zbyszek Paszewski. W takiej kolejności też dotarli do mety w dobrej formie i na bardzo dobrych lokatach. Z sześciokilometrowym dystansem zmierzyła się trójka nordikowców. Najszybszy był Janek, nieco wolniej maszerowali Adrian i Zygmunt. Janek okazał się jedynym medalistą z ludkowej drużyny i zajął trzecie miejsce w swojej kategorii wiekowej. Było to trudne, bo kategorie były dosyć szerokie. Rodzynkiem w biegu na 5 km byłem ja, czyli Włodek. Znowu udało się szczęśliwie dotrzeć do mety, co nie było dla mnie łatwe. Miałem najkrótszy dystans, więc mogłem spokojnie obserwować finisz pozostałych Ludów. 

Medale porządne, numery bardzo dobrej jakości. Po biegu owoce , słodkie bułeczki i nawodnienie(najważniejsze przy tym upale !). Sama impreza godna polecenia – zawody konne, pokazy psów rasowych i wiele innych atrakcji. 

Sam Bieg z Kopyta staje się jednym z ulubionych zawodów Leśnych Ludków. Za rok znowu pobiegniemy i pomaszerujemy.

Dzięki Agnieszce(fotki) i Kamilowi za kibicowanie.

Zalew Biegaczy w Poraju.

W niedzielę jako jedyny Leśny Ludek wystartowałem w Poraju w III Zalewie Biegaczy w kategorii NW. Trasa prowadziła jak zwykle wokół zalewu,12,5km. Trasa niezbyt trudna, płaska, ale upał dawał się nam mocno we znaki. Po starcie na około 2 km dopędziła mnie i wyprzedziła Ula Gutowska, z którą postanowiłem się nie ścigać ponieważ moim głównym zadaniem było dotrzeć szczęśliwie do mety. Zawody ukończyłem z czasem 1h.47min, szósty w open i trzeci wśród mężczyzn. Myślę, że dotarcie do mety zawdzięczam w głównej mierze kibicom którzy stawili się bardzo licznie by mnie dopingować. Było ich dziewięciu, między innymi Janek, Zygmunt, Zbyszek P, którzy poili mnie wodą na trasie.

Impreza przedłużyła się nam do późnego popołudnia (kibice nie chcieli wracać do domu), po czym opaleni wróciliśmy do domu.

Bieg Strażnicy Jurajskiej w Przewodziszowicach.

Trzeci – dla mnie - bieg w tym roku jurajskimi ścieżkami zapowiadał się niezwykle ekstremalnie. Oprócz niezwykle wymagającej trasy dodatkowym utrudnieniem miały być iście afrykańskie temperatury, które przez cały tydzień poprzedzający bieg występowały w całym kraju. Na nasze szczęście w sobotę temperatura znacznie odpuściła. W czasie startu – godz. 15.00 – było tylko około 20 stopni. Po przyjeździe na start zastałem już na miejscu pozostałą ekipę LL. Nordikowcy i Zbyszek mieli do pokonania tylko 5 km a ja 10 km. Kilkanaście metrów po starcie skręt w prawo i od razu pierwszy – około 200 m – podbieg. Na szczycie poczułem, że to nie będzie mój dzień. Następnie zaczęły się zbiegi i podbiegi polnymi i leśnymi ścieżkami, miedzami i wykrotami zaoranych pól. Następny podbieg musiałem pokonać marszem. Na trasie pojawili się piastowscy wojowie, którzy wśród krętych, leśnych ścieżek wskazywali kierunek. Kilkaset metrów asfaltu i ponowny wbieg na górę początku drugiej pętli. I znowu to samo wycieńczające drugie kółko. Wreszcie kompletnie zmęczony wpadam – ha, ha wpadam, raczej wczłapiam – na metę na Strażnicy w Przewodziszowicach. Reszta LL już na mecie posila się pieczoną kiełbaską. To był mój najcięższy bieg w tym roku i najwolniejsza dyszka w mojej karierze. Jednak po chwili odpoczynku i posileniu się humor powrócił. Po skałą Strażnicy odbywał się Piknik Rycerski. Wojowie w szyku bojowym, żegnani przez białogłowy ruszyli w pole do walki. My zaś posileni, napojeni – poza kierowcami - żareckim piwem ruszyliśmy do domu.

Letnia Atrakcyjna Tortura Orientacyjna

Co prawda w ramach „dobrej zmiany” postanowiłam zaprzestać pisania, jednak wyjątkowo, za namową Jarka – bo przecież mężowi się nie odmawia – postanowiłam zdać relację z imprezy, w której wczoraj wzięliśmy udział. A to dlatego, że impreza mało wśród Leśnych Ludków popularna, a warta polecenia.  Mam na myśli bieg na orientację, a konkretnie organizowane przez Zabieganych KKinO nr 11 "L.A.T.O." , czyli Letnią Atrakcyjną Torturę Orientacyjną. 
W piątkowe popołudnie można było sobie pobiegać z mapą po Częstochowie na krótszej (teoretycznie 5 km) lub dłuższej (podobno 10 km)  trasie, tropiąc po drodze lampiony i rozwiązując zagadki. Ponieważ była to dla nas z Jarkiem pierwsza przygoda z tego typu zawodami, wybraliśmy trasę krótszą. Dostaliśmy mapę, kartę kontrolną i ogólne instrukcje, czego mamy się spodziewać. Dwu- lub trzyosobowe drużyny startowały co dwie minuty z Parku Narutowicza. Większość zawodników miała nad nami przewagę, nie tylko wieku i sprawności, ale także pewnego doświadczenia z tego typu zabawą, a przede wszystkim znajomości Częstochowy. No tak, ja pracuję w tym mieście ponad trzydzieści lat, ale w wielu miejscach, które przy okazji tego biegu odwiedziliśmy, byłam po raz pierwszy w życiu – od samego parku zaczynając.
Wszystko to jednak wcale nas nie zniechęcało, bo przecież nie pojechaliśmy wygrywać, tylko dobrze się bawić. A zabawa istotnie była przednia! Naszym zadaniem było odszukanie zaznaczonych na mapie miejsc, w których ukryte były lampiony zawierające dziurkacz i przedziurkowanie za jego pomocą odpowiedniej rubryki na karcie kontrolnej. W dwóch miejscach czekały na nas zadania specjalne – rozwiązanie zagadki matematycznej i ułożenie słowa ze znalezionych liter. Nie do końca zrozumieliśmy zasady dotyczące limitów czasowych i z tego powodu nabiliśmy niepotrzebnie dużo punktów karnych. Ostatecznie zajęliśmy w naszej kategorii trzecie miejsce na pięć drużyn, co i tak należy uznać za sukces 
Nauczyliśmy się trochę na własnych błędach, wiemy już, że warto zabrać długopis i koszulkę na mapę w razie deszczu (a takowy właśnie wystąpił i czynił mapę coraz mniej czytelną), a przede wszystkim warto najpierw zoptymalizować sobie trasę, a nie ganiać w kółko, jak Karusek, bo tym sposobem pokonaliśmy nie 5, ale prawie 11 km i straciliśmy mnóstwo  czasu szukając nie tyle lampionów, ile przejść przez Wartę i przez trasę szybkiego ruchu.
Zabawa nam się jednak tak spodobała, że z niecierpliwością będziemy wyczekiwać następnej edycji KKinO. Zwłaszcza, że – jak zawsze u Zabieganych – i atmosfera, i organizacja były fantastyczne.

Ogólnopolski Bieg Przełajowy i Marsz NW Lato 2018 Czeladź – 04.08.2018

                                                Ogólnopolski Bieg Przełajowy i Marsz NW

                                                      Lato 2018 Czeladź – 04.08.2018

Zawody w Czeladzi powoli dołączają do ulubionych startów Ludków. Tym razem nasz klub reprezentowali mniej lub więcej niepełnosprawni seniorzy - Zygmunt, Janek i ja startowaliśmy w marszu NW na dystansie 5 km. Trasa średnio trudna, ale pogoda mordercza, upał dawał się mocno we znaki. Zawody w kategorii NW były mocno obsadzone o czym świadczy obecność licznej ekipy Podkowy Janów. Wyniki przerosły nasze oczekiwania. Wszyscy stanęliśmy na podium(!) w kategoriach wiekowych. Po kolei: ja na trzecim miejscu, Janek i Zygmunt na drugim. Statuetki i koszulki bardzo fajne. Czekamy na sukcesy zdrowych Ludków. Powodzenia !

XIII Bieg Leśnych Ludków II

Kusięta 16.06.2018

Minęło kilka tygodni i nie doczekaliśmy się relacji z trzynastego BLL. To co napisał Łukasz jest bardzo fajnym osobistym wspomnieniem historii BLL, ale nie relacją z ostatniej edycji tego biegu. Przy okazji dzięki za wspomnienie o starym prezesie. Cieszę się, ze dzięki temu biegowi mamy w swoim gronie Mistrza Polski. Ale jeśli chodzi o tegoroczny bieg w Kusietach jako bezstronny obserwator mogę go ocenić. Nowe miejsce i trasa bardzo fajne, gospodarze nas mile przyjęli i sami startowali. Szkoda, że brakowało kilku Ludków i naszych przyjaciół, bo frekwencja była by o wiele większa. Sama impreza po biegu jak zwykle super. Nie brakowało niczego. Dzięki za statuetkę podsumowującą moją działalność jako prezesa LL. Było mi bardzo miło. Gratuluję Zarządowi organizacji, a szczególnie Adrianowi za ogarnięcie wszystkiego. Okazał się prawdziwym dyrektorem tego biegu. Czekamy na następne imprezy(oby nie zbyt długo !).

Ze swej strony zapraszam na Sztafetę LL z okazji 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Zawody odbędą się 8 września w Żarkach Letnisko na znanej wszystkim trasie. Szczegóły wkrótce.

KormoRun Bieg Pstrąga

Wykorzystując krótki pobyt wypoczynkowy w Olsztynie(stolicy Warmii) wystartowałem w biegu przełajowym KormoRun Bieg Pstrąga z Nadleśnictwem Olsztynek. Zawody odbyły się na terenie Gospodarstwa Rybnego Szwaderki koło miejscowości Swaderki (10 km od Olsztynka). Rano wystartowali biegacze na 50 km, w samo południe pobiegła dyszka(to ja), potem kolarze na 30 km i dzieci. Pogoda słoneczna, co jakiś czas chmurki dawały ulgę od palącego słońca. Trasa dyszki składała się z dwóch różnych pętli o jednakowej długości. Biegliśmy po lesie nad brzegiem jeziora, potem po groblach stawów rybnych i znowu po lesie. Trzeba było uważać na korzenie i pilnować poprzedzających biegaczy by nie pomylić trasy. Oznaczenie nie było niestety perfekcyjne. Moim celem było oczywiście ukończenie morderczego dla mnie dystansu i nie bycie ostatnim na mecie. Udało się dotrzeć do mety na 116 miejscu na 130 zawodników. Wyprzedziłem więc ponad 10 procent konkurentów ! Medale super, z czterema kolorami emalii. Po biegu wszyscy, nawet kibice mogli do woli raczyć się pyszną zupą rybną. Nagród losowano masę, ale chyba tylko na mój numer nic nie trafiło. Na biegu towarzyszyła mi mocna grupa kibiców: Basia, Gosia i Mirek. Wiedząc, że czekają na mecie szybciej poruszałem nogami, chociaż końcówka była ciężka.

Biegamy z Wizz Air-em.

Nie był to mój pierwszy półmaraton rozgrywany w Katowicach. Poprzednio biegałem ten dystans w roku 2008, 2010 i 2011.Jednak za każdym razem ten bieg był rozgrywany pod inną nazwą. W tym roku z racji głównego sponsora - w nazwie był Wizz Air.Postanowiliśmy więc polecieć, sorry -  pobiec. Do Katowic wybrała się silna ekipa LL w składzie: Asia, Mariola, Marek, Jarek Gałązka i ja. Dziewczyny postanowiły potraktować bieg lajtowo i wybrały dystans 5 km. Męska trójka odpuściła dystans 10 km i staneliśmy na starcie półmaratonu. Dodatkowo był jeszcze NW na 5 km i sztafeta 4x5 km. Biuro zawodów zorganizowano w Spodku a start i meta były w jego okolicy.Jako pierwsi o godz. 10.00 wystartowali półmaratończycy.  Później falami startowali zawodnicy kolejnych dystansów. Zapowiadał się ciężki bieg z racji dość wysokiej temperatury. Ja z Markiem ruszyliśmy spokojnie, natomiast Jarek - w wysokim gazie - pognał do przodu. Pierwsze kilka kilometrów wiodło ulicami miasta min. ul. Al.Korfantego, Warszawską, Francuską. Następnie Doliną Trzech Stawów i katowickim Parkiem Leśnym.Bieg ulicami dawał nam się we znaki, na szczęście często były punkty z wodą. Mogliśmy trochę odetchnąć wbiegając w parki - wreszcie trochę cienia i trochę chłodniej. Potem znowu miasto - ul. Francuska, Rynek, długi podbieg Al.Korfantego i po nawrocie na Słonecznej Pętli ile sił w nogach w dół do mety przy Spodku. Marek zwolnił kilka kilometrów od celu i był niedaleko za mną. Na mecie czekały już dziewczyny i Jarek, który przybiegł prawie 10 minut przede mną. Po chwili zjawił się Marek i jak się okazało miał możliwość wypróbować zdobyte niedawno umiejętności ratownika medycznego. Udzielał pomocy biegaczce, która zasłabła na trasie. Postanowiliśmy iść do samochodu się przebrać. Dziewczyny zostały jeszcze trochę.Zjawiły się wkrótce, każda z pucharem. Jak się okazało Asia wygrała swoją kategorię wiekową a Mariola była trzecia. Zaskoczyły nas - oczywiście mila - całkowicie. W wyśmienitych humorach udaliśmy się na lody i kawę na Rynek. Bieg ukończyło około 2700 biegaczy i zawodników NW oraz 31 sztafet.

XIII Bieg Leśnych Ludków

 W gorącą sobotę 16 czerwca ekipa LL zorganizowała swoją flagową imprezę, czyli Bieg Leśnych Ludków. Dla mnie są to zawody kultowe, 9 lat temu to właśnie podczas II edycji tego biegu rozpocząłem swoją wciąż trwającą przygodę z lekkoatletyką i biegami długodystansowymi.  Przez ten czas „przewinąłem się” przez świat sportu wyczynowego, zdobywając medale krajowego czempionatu we wszystkich kolorach w wymagającej i specyficznej konkurencji jaką jest chód sportowy. Bez cienia wątpliwości mogę powiedzieć, że gdyby nie były Prezes Włodek, który zorganizował pamiętne dla mnie zawody w 2009 roku oraz gdyby nie obecny Prezes Sławek , który zabrał mnie na nie, nie byłoby chodu, nie byłoby medali, nie byłoby wielu wspaniałych lat romansu ze sportem. Dziś, będąc jednym z organizatorów tegorocznej, XIII już edycji Biegu Leśnych Ludków , cieszę się i jestem dumny z tego, że jako Klub i jako Ludzie wciąż funkcjonujemy na wspaniałym poziomie. Choć tym razem to nie Żarki Letnisko tylko Kusięta, choć to nie 2009 a 2018, biegnąc z Wami na wymagającej, leśno – pustynnej (! ) trasie czułem się tak samo dobrze, jak na początku całej tej – mam nadzieję – niekończącej się historii jaką są Leśne Ludki.

Jako Sekretarz Klubu chciałbym podziękować i pogratulować wszystkim uczestnikom zawodów oraz osobom zaangażowanym w organizację tegorocznego przedsięwzięcia. Do zobaczenia na biegowych trasach!

Bieg z duchami w tle.

6 lipca wybraliśmy się do Leśniowa na kolejne zawody: Biegaj z Duchami Jurajskimi Ścieżkami - 9 km po mocno pofałdowanej, asfaltowej  trasie . Na bieg zdecydowali się: Ania, Jarek Gałązka, Zbyszek Stęplowski i Paszewski oraz Andrzej. Z kijami - podobnie jak rok temu - wystartowali Włodek i Adrian. Na starcie stanęło łącznie około 300 biegaczy i 40 zawodników NW. Start i metę zlokalizowano ponownie obok klasztoru w Leśniowie. Początek trochę się opóźnił z powodu kończącego się właśnie jednego z meczów mistrzostw świata w piłce nożnej. Czekaliśmy na wynik końcowy - Brazylia przegrała z Belgią. Kilka minut po godz. 22 ruszyliśmy. Postanowiliśmy ze Zbyszkiem Stęplowskim razem zmierzyć się z tym wyzwaniem. Ruszyliśmy spokojnie. Przed nami widzieliśmy Zbyszka Paszewskiego, który ruszył bardzo ostro. Na trasie co rusz byliśmy atakowani przez różnego rodzaju duchy, zjawy i wampiry. Niezłe wrażenie zrobił gościu z piłą spalinową. Półmetek trasy mijaliśmy przy pustelni w Czatachowie. Zbyszek na około kilometr przed metą przyśpieszył i jako pierwszy z Ludków zameldował się na mecie.

Jarek - będący w największym gazie - czekał na trasie na Anię i był za nami. Ja poprawiłem ubiegłoroczny rezultat o minutę. Bardzo dobrze wypadł Zbyszek Paszewski, który był tylko kilka minut za nami. Jeśli chodzi o NW - pomaszerowali dość przyzwoicie. Podobnie jak rok temu znów lepszy był Adrian ale tylko o jedno miejsce przed Włodkiem.

II Nocny Półmaraton Piekary Śląskie

Pomysłodawcą udziału Leśnych Ludków w piekarskich zawodach był Andrzej. Wystartowało nas czterech: Jarek Gałązka, Zbyszek Stęplowski i Andrzej w półmaratonie i ja w marszu NW na 9 km(faktycznie było ok. 8 km). Start półmaratonu o 21.00, za nimi dyszka, a człapacze 20 min po półmaratończykach. Pogoda super, deszcz na szczęście nie padał. Po śliskim asfalcie nie maszeruje się zbyt dobrze. Półmaratończycy pokonywali dwie pętle, maszerzy jedną, skróconą. Trasa dobrze zabezpieczona, na odcinkach nieoświetlonych stały samochody z włączonymi reflektorami doświetlającymi trasę. Były nawet zraszacze. Jarek, Zbyszek i Andrzej pobiegli bardzo dobrze i ukończyli bieg ze świetnymi czasami. Ja przemaszerowałem trasę dość żwawo i zająłem niezłe miejsce. W losowaniu nagród, zakończonym tuż przed godziną pierwszą nic nie wylosowaliśmy. Bieg godny polecenia. Frekwencja bardzo duża.