Włodka relacja z Lublińca

  • Drukuj

Na mój debiut w półmaratonie NW do Lublińca pojechałem w towarzystwie Asi, Kasi i Andrzeja, których zresztą namówiłem na te zawody. Po dwóch dniach deszczu niedziela powitała nas fajna pogodą. Dojechaliśmy bez problemów mimo iż baza zawodów była w lesie przy obwodnicy Lublińca. Piękna polana i biuro zawodów w starej stodole tworzyły fantastyczny klimat. Organizatorzy przygotowali super trasę, świetnie oznakowaną i oznaczoną słupkami co pół kilometra. Od startu maszerowaliśmy razem z Andrzejem, bo Kasia ruszyła ostro do przodu z Mariolą i nadawały ton rywalizacji kobiet. Asia maszerowała spokojnym tempem i celowała w wynik, który przyniósł jej na mecie dodatkowa nagrodę. Pierwszą 7-kilometrową pętlę pokonaliśmy spokojnie w różnych peletonach. Na drugiej minęliśmy kilka osób, a mnie maszerowało się super i starałem się utrzymać niezłe tempo. Współpracowaliśmy z Andrzejem zgodnie i zbliżyliśmy się do Kasi na niewielki dystans. Metę drugiego okrążęnia minęliśmy po kolei w odstępie niecałej pół minuty. Ale mnie wysiadły ręce i samymi nogami nie dałem rady utrzymać tempa. Andrzej dogonił Kasię i pracował jako jej zając, pomagając utrzymać 3 miejsce w klasyfikacji generalnej kobiet, która nie była nagradzana. Ostatnie kilometry to mordęga, którą ledwo przetrwałem. Ale nie było źle. Czas lichy ale będzie co poprawiać. Po marszu zjedliśmy super kiełbaski i obłowiliśmy się nagrodami. Dziewczyny zaliczyły podium, Asia przymaszerowała dokładnie w czasie, który gwarantował nagrodę specjalną organizatorów, a w losowaniu każde z nas zdobyło jakaś fajną nagrodę. Było ich całkiem sporo. Medale i puchary oryginalne z drewna. Atmosfera wspaniała. Impreza kameralna i takie lubię.

Leave your comments

0 / 300 Character restriction
Your text should be less than 300 characters

Comments

  • No comments found
Powered by Komento