IV Półmaraton Pabianicki ZHP - Pabianice, 23 marca 2014

Przyszedł czas na pierwszy tegoroczny start w imprezie biegowej. Mój wybór padł na Półmaraton ZHP w Pabianicach (jeden z wielu w tym dniu), dzięki rekomendacji prezesa Włodka. Wcześniej zaplanowany, z racji bardziej przyjaznych opłat pabianicki start, był jednocześnie etapem przygotowania do mojego pierwszego maratonu. Miałem też porachunki z tym dystansem, po niefortunnym debiucie półmaratońskim w Chorzowie.

W dniu zawodów po codziennych czynnościach porannych zaaplikowałem sobie swój "energetyczny coktail startowy" i mogłem juz czekać na ekipę LL (Asia, Kasia i Jarek). Dzwoni umówiony telefon i dołączam do podróżnych. Po drodze zabieramy Włodka. Po 2 godzinach jazdy drobnym deszczem wita nas obiekt pabianickiego MOSiRu. Jesteśmy trochę przed czasem. Mamy możliwość nieśpiesznej weryfikacji naszych zgłoszeń i zapoznania się z biurem zawodów i jego pracą. Raczymy się harcerską herbatka i podziwiamy chleby o gigantycznych rozmiarach.

Jest już po godzinie 10 i czas na bezpośrednie przygotowanie startowe. W kolejkach mijają przedstartowe minuty i w ostatniej chwili udalemy się z prezesem na linię startu.Tam już tylko tradycyjne "łapki", odliczanie, i poszli. Z racji ustawienia w środku prawie 900 osobowego peletonu biegaczy mija trochę czasu zanim osiągam bramki pomiarowe. Po opuszczeniu bramy stadionu bieg nabiera tempa. Na długiej prawie 4 kilometrowej prostej stawka zawodników rozciąga się. Każdy dostosowuje tempo do swoich mozliwości i znajduje swoje miejsce wśród współbiegaczy. Gdzieś w oddali widać jeszcze czołówkę rywalizacji, która znika za zakrętem zbilżając się do pierwszego punktu odżywiania usytuowanego na 6 kilometrze. Bogato zaopatrzony bufet obsługiwany przez pabianickich harcerzy nie budzi zbyt wielkiego zainteresowania biegaczy. Płaska, asfaltowa nawierzchnnia drogi skrapiana kapuśniaczkiem wpada w obszar zalesiony. Zmienia się jej profil. Niewielki spadek terenu stwarza mozliwość przyspieszenia. Biegnąc wśród tych samych twarzy osiągam 16 km, gdzie na agrafce ustawiono punkt pośredni pomiaru czasu. Teraz już tylko pobieg na estakadę i długa, niekończąca się prosta przez Jadwinin, Bychlew oraz ulicę Jutrzykowicką. Prawoskrętem w ulicę Kilińskiego kieruję się na dobieg do stadionu. Na stadionie finisz po błotnistej nawierzchni, wśród dopingu zgromadzonej tam publiczności. Za linią mety czekają wolontariusze z medalami za udział i można odsapnąć po dość sporym wysiłku.

Dobiegają kolejni biegacze. Wśród nich zmęczeni, ale usatysfakcjonowani ze swoich wyników Włodek, Kasia, Jarek i Asia. Nasz czas w Pabianicach dobiega końca. Wracamy. Udział w tej imprezie biegowej dał nam mozliwość obserwacji doskonałej organizacji biura zawodów, zabezpieczenia trasy pod względem medycznym i na punktach żywieniowych.

Leave your comments

0 / 300 Character restriction
Your text should be less than 300 characters

Comments

  • No comments found