Bobolice - Mirów

Zawody w Bobolicach popsuła trochę pogoda. Cały tydzień było super a tutaj wiatr chciał głowy pourywać. Dobrze, że deszcz nas oszczędził. Z Jarkiem pojechaliśmy obaj przeziębieni. Ja trochę mniej, ale też się dusiłem. Wystartowaliśmy spod zamku w Bobolicach (szkoda, że Zbyszek Stęplowski i Jarek Gałązka zrezygnowali ze startu), kierując się do zamku mirowskiego. Pierwsza połówka 5-kilometrowej pętli to prawdziwa mordęga. Podejścia (bo nie podbiegi !) pokonywaliśmy z Jarkiem z trudem. Ja ciągle zostawałem z tyłu. Na zbiegach trzeba było uważać na kamienie i skałki. W niektórych momentach błoto (co było by gdyby padało !!!) i zawodnicy zaliczali glebę. Po minięciu zamku w Mirowie trasa prowadziła już bardziej płaskimi leśnymi duktami. Po powrocie bo Bobolic wróciliśmy na druga pętlę. Miałem wielką chęć zakończyć bieganie po pierwszej, ale ten przywilej miały tylko kobiety (co za niesprawiedliwość, gdzie tutaj równe traktowanie płci !). Z trudem ruszyłem pokonywać skalne wykroty, Jarek biegł za mną, ale też zaczął odczuwać trudy trasy. Jakoś bez upadku minąłem Mirów i w niezłym tempie biegłem do mety. Nie spodziewałem się, że odzyskam siły pod koniec trasy. Miejsca nasze nie za dobre, ale to nie trasy dla nas, mimo, że piękne. Po zjedzeniu kiełbasek ruszyliśmy do domu, żeby nie pogorszyć przeziębienia.

Leave your comments

0 / 300 Character restriction
Your text should be less than 300 characters

Comments

  • No comments found