Relacje z zawodów

Leśna Szarańcza

Dzisiaj byłem razem z Jarkiem Gałązką na zawodach pod intrygującym tytułem: „Leśna Szarańcza”. Bieg odbywał się w dzielnicy Tychów – Wilkowyje, na granicy z Mikołowem. Zawody odbyły się w ramach GP – zawody nr II. Pierwsze, na których był Jarek odbyły się 18.06. Drugie miały się odbyć tydzień temu, ale ze względu na szalejący orkan Grzegorz zostały przełożone. Dzisiaj warunki były wprost idealne – temperatura około 13 stopni, piękne słońce. Zawody odbywały się na pętli długości 7 km. Można było pokonać jedno, dwa lub trzy okrążenia. Oprócz tego odbywał się marsz NW na 7 km lub 14 km. My oczywiście wybraliśmy 3 kółka. Start nastąpił o godz. 11.00. Cała trasa biegła lasami na granicy Tychów i Mikołowa. I była to bardzo wymagająca trasa. Oprócz tego, że znajdowało się na niej kilka ostrych podbiegów, to na całej trasie było mnóstwo śladów świadczących o niedawnych deszczowych dniach. Błotniste leśne ścieżki, podmokłe łączki, zasypane liśćmi kałuże wody – to tylko kilka z niespodzianek na trasie. A co to dla nas Leśnych Ludków. Niestety nie wszyscy są wychowani – jak my – w lesie. Z około 50 biegaczy półmaraton ukończyło tylko 22 zawodników. Ubłoceni ale szczęśliwi, że nic nam się nie stało, że nie zaliczyliśmy żadnej gleby dotarliśmy cało do mety. Jarek był 8 z czasem 1.50 a ja 11 z czasem 1.54. Jarek w swojej kategorii wiekowej – M 33 – 50 – zajął 3 miejsce w cyklu pucharu. Ja w swojej kategorii – M 51 – 99 – byłem dzisiaj  4. Na mecie czekał na nas pamiątkowy, oprawiony dyplom oraz kiełbaski, które po własnoręcznym upieczeniu niezmiernie smakowały. Niestety nie mieliśmy szczęścia w losowaniu nagród. Natomiast ja wróciłem z niespodzianką. Po zakupie kawy w przewoźnym samochodzie sprzedawca wydał mi sześć złotych. – dwie dwuzłotówki i dwie monety jednozłotowe. Nie sprawdziłem – ilość się zgadzała. Pieniądze schowałem do portfela. Po jakimś czasie podeszły do nas dzieci, które zbierały do puszki datki na opiekę zwierząt. Chciałem wrzucić jakąś kwotę  i wówczas zorientowałem się, że jedna z monet tylko wagowo i wielkością przypomina monetę 1 złotową. Była to moneta 1 dirchanowa Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Nie wiem jak się znalazła w w kafeterii, czy sprzedawca celowo, czy przez pomyłkę ją wydał. Jak się okazało po przyjeździe do domu – takiej jeszcze nie miałem. Uzupełniła więc moją kolekcję. I jak tu nie być zadowolony z takiego biegu? Za rok wracam – może znowu uda się zdobyć jakiś ciekawy numizmat.

Andrzej w Skawinie

W tym roku również postanowiłem wystąpić w trójboju pod tytułem  „Pokonaj Focha” w Skawinie, a dokładniej w dzielnicy Kopanka. W dniu zawodów – 17 września - miałem dylemat, bowiem zapowiadano opady deszczu – jak w roku ubiegłym – i bałem się o część rolkową. W końcu jednak postanowiłem zaryzykować i pojechałem. W odróżnieniu od roku ubiegłego wszystkie trzy konkurencje odbywały się na tej samej trasie – trasie rolkowej z tamtego roku. Trochę ją zmodyfikowano wprowadzając jedną agrafkę. Była bardzo wąska i nawrót - w przypadku rolek, a jeszcze bardziej w przypadku roweru - był niezwykle trudny i wymagał dużego skupienia i uwagi. Oczywiście – podobnie jak rok wcześniej - można było wybrać jedną konkurencję albo wystartować we wszystkich trzech. Gdy ktoś decydował się na trójbój w tym roku dostawał jeden – a nie trzy, jak wcześniej – numer startowy. W dniu zawodów od rana lało, przynajmniej w Myszkowie. Przestało padać gdzieś w okolicy Olkusza. Po przyjeździe na miejsce pobrałem numer. Tym razem biuro zawodów znajdowało się w szkole.  Start i meta znajdowały się około 500 m od parkingu, ale również w okolicach startu usytuowano depozyt rzeczy i odrębny depozyt rowerów. Było to istotne aby szybko po ukończeniu każdej konkurencji można było się przygotować do następnej. . O godz. 12.45 nastąpił start do biegu rolkowego – 10 km. Udało  się go ukończyć przed deszczem, który jakby czekał aż skończymy i lunął zaraz potem. O 14.15 start na 10 km trasę rowerową . Cały czas w deszczu udało się ten etap ukończyć bez upadków.  O 15.15 ruszyliśmy na trasę biegową: my na 5 km a pozostali na 10 km. Ta część również w ulewnym deszczu. Na szczęście było cieplej niż rok temu i można było wytrzymać. O ile w części rolkowej i rowerowej na miejsca w czołówce nie mogłem liczyć – kwestia sprzętu i treningu – to w biegu poszło nieźle. Otarłem się nawet o podium – znów  IV miejsce w kategorii wiekowej.  Mimo, że poprawiłem ubiegłoroczny rezultat o 5 minut to miejsce zająłem dalsze, niż rok temu. Jednak w tym roku trójbój ukończyło 46 osób przy 30 w roku poprzednim. Impreza zorganizowana jak poprzednio - perfekcyjnie. Opłata -  jak rok wcześniej - wyniosła 55 zł. Trzy medale, do tego super posiłek.

Andrzej w Berlinie

Do Berlina w tym roku pojechaliśmy w silnym składzie: Jarek Gałązka z buta, Krzara i ja na rolkach a Renia i Ania jako doping.  Jarkowi udało się wylosować szczęśliwy numer, ja z Krzarą nie musieliśmy się martwić o start. O maratonie berlińskim wspomniałem Krzychowi na naszej, klubowej imprezie i nie musiałem go długo namawiać, Podobnie jak rok temu wyjechaliśmy około  4.00 by o 10.00 odbierać pakiety startowe. Zaparkowaliśmy około 200 m od wejścia na Expo. Po odebraniu numeru startowego oraz pakietu przez następne dwie godziny chodziliśmy po targach. Później kawa, kanapki, izotoniczne piwo bezalkoholowe i około 13.00 udaliśmy się na odległy 2 km start pod Bramą Brandenburską. Pogoda idealna: bez opadów, temperatura około 20 stopni. Do strefy depozytów i startowej mogliśmy wejść tylko we dwoje z Krzarą.  Po przebraniu udaliśmy się około 15.00 na start. O 15.30 ruszyła elita, a potem co dwie minuty kolejne strefy. Ruszyliśmy i my. Krzychu od razu mi odjechał. Jechałem swoim tempem. Trasa jak rok temu, asfalt super, jechało mi się nieźle. Po kilku kilometrach zaczęli mnie dochodzić, a raczej dojeżdżać zawodnicy z następnej strefy. Ale nie było tłoku. Najszybsi byli już daleko z przodu. Znając trasę jechałem na większym luzie. Wiedziałem, że będą również koleiny, łaty, tory tramwajowe. Z czasem zaczęło dawać znać zmęczenie. Tempo miałem podobne jak rok temu i czas zapowiadał się podobny. Niestety zaczęła się psuć pogoda i na około 5 km przed metą zaczęło padać. Trasa zrobiła się strasznie śliska, nogi po każdym odepchnięciu rozjeżdżały mi się. Zaczęły się liczne wywrotki. Musiałem znacznie zwolnić. Tempo tak spadło, że szybciej bym tą końcówkę przebiegł. Przed Bramą Brandenburską dodatkowo kostka. Wreszcie meta. Przemoczony ale szczęśliwy udałem się po rzeczy. Niestety na mecie nie spotkałem Krzycha ale mieliśmy umówione miejsce rezerwowe … przy samochodzie. Gałązki czekały na nas w aucie. Krzychu dotarł po chwili. Był niesamowicie zadowolony – zrobił życiówkę. Ja miałem czas gorszy niż przed rokiem, ale byłem szczęśliwy, że nic mi się nie stało. Jeszcze tylko przejazd na nocleg i wreszcie gorący prysznic. My z Krzarą byliśmy już po bólu, Jarek przed. Rano wczesna pobudka i wyjazd na start. Mieliśmy około 20 km do przejechania. Udało się na dostać na odległość około 3 km od startu – dalej ulice były już zablokowane. Jarek udał się do swojej strefy startowej a my zajęliśmy pozycje przed linią startową. I wtedy się zaczęło. Ja jako kibic widziałem start maratonu w Berlinie po raz drugi – pierwszy raz w roku 2006, gdy debiutował Marek Cebula – ale pozostali oglądali to pierwszy raz. A było co oglądać. Strefa za strefą, tysiące biegaczy, tysiące kibiców, widowisko niedopisania. Sam start trwał prawie godzinę. Pogoda bardzo dobra – pochmurnie, ale bez deszczu. Teraz pozostało nam tylko czekać. Niedaleko od mety można było po przejściu około 10 minut trafić na 38 kilometr. I tam po ok. 3 godzinach udaliśmy się z Krzarą aby wypatrywać Jarka. I udało nam się. Zdążyliśmy mu zrobić kilka zdjęć i biegiem na metę. Tu również uchwyciliśmy go na tle Bramy Brandenburskiej. Jarek ukończył bieg w dobrej formie i mimo, że nie zrobił życiówki, był bardzo zadowolony. Renia – będąc pod wielkim wrażeniem imprezy -  postanowiła, że następne okrągłe urodziny chciałaby uczcić maratonem w Berlinie. Tylko jak ma zrobić aby ją wylosowali? Spacer do samochodu, posiłek i powrót do domu. Zarówno debiutanci berlińscy: Jarek i Krzysiek, ja – trzeci raz zaliczony – jak i dziewczyny – byliśmy wszyscy bardzo zadowoleni i pod dużym wrażeniem tej wielkiej, świetnie zorganizowanej imprezy.

Ludki w Grabówce Cykarzewskiej

Bieg charytatywny „Od juniora do seniora” we wsi Grabówka Cykarzewska zgromadził na starcie liczną ekipę Ludków. Celem biegu było zebranie pieniążków na leczenie małej Zuzi. W biegu na 7 km Łukasz Bielecki zajął
świetne 2 miejsce w kategorii open, przegrywając tylko z Piotrem Magierą. Zbyszek Stęplowski był siódmy w open, a drugi w kategorii wiekowej. Sławek, Zbyszek P. i Włodek zajęli dalsze miejsca. W marszu nordic walking na dystansie 3 km Janek Machowski otarł się o podium, zajmując 4 miejsce w kategorii open, a drugie w kategorii wiekowej. Adrian i Zygmunt uplasowali się na wysokich lokatach w drugiej dziesiątce stawki zawodników. Zygmunt Pasek został uhonorowany pucharem dla seniora zawodów. Organizacja zawodów była niezbyt dobra – opóźnienie startu o prawie pół godziny, długie oczekiwanie na dekorację zwycięzców. Ale najważniejsza i tak była Zuzia i pomoc dla niej.

PS. Piszący te słowa był najsłabszym Ludkiem, ale nie był najgorszy w całych zawodach. Zanosiło się na to przez niemal 2 kilometry biegu na 7 km, potem udało się wyprzedzić kilkunastu biegaczy i zająć przyzwoite miejsce. Wniosek jest jeden: trzeba jak najszybciej zakończyć karierę sportową.

Osiem zaległych relacji

Bieg Strażnicy Jurajskiej
Przewodziszowice 12.08.17.

W Biegu Strażnicy Jurajskiej W Przewodziszowicach wystartowało pięć Ludków. Zbyszek Stęplowski pobiegł na dystansie 5 km i zajął bardzo dobre 11 miejsce. Pozostałe Ludki maszerowały na tej samej trasie z kijkami. Wyniki również bardzo dobre. Janek Machowski i Jarek Grygiel uplasowali się tuż za zawodnikami z Janowa zajmując 7 i 8 miejsce. Włodek dotarł do mety na 12 a Asia na 14 miejscu. Trasa zawodów była bardzo trudna o zróżnicowanej nawierzchni  poczynając od dobrego asfaltu a kończąc na dzikowiskach. Podejść i ześlizgnięć było sporo. Na szczęście już nie padało, ale i tak momentami było niebezpiecznie. Trzeba było uważać żeby nie zjechać na czterech literach po kamieniach lub korzeniach. Po posiłku szybko zeszliśmy na dół i ruszyliśmy do Żarek Letniska na organizowany wspólnie z Towarzystwem Przyjaciół Żarek Letniska szkoleniowy marsz NW. Kilkanaście przybyłych osób na pewno sporo skorzystało z naszych uwag dotyczących techniki marszu.


Pozytywny Bieg Przełajowy
Szarlejka 19.08.17

Szarlejka to tradycyjne miejsce startu Ludków od początku tej imprezy. Tym razem wystartowały cztery, wszystkie rodzaju męskiego. Łukasz i Sławek Bieleccy przebiegli dystans 10 km, a Adrian i Włodek przemaszerowali 5 km z kijkami. Pogoda deszczowa, co było ewenementem na tej imprezie. Ale podczas biegu i marszu prawie nie padało. Błota było sporo i szczególnie biegacze docierali do mety mocno oblepieni żółtą mazią. Niespodziewanie najlepszy wynik uzyskał Adrian wygrywając swoja kategorię, Łukasz był czwarty w swojej. Sławek i Włodek mogli się cieszyć z ukończenia trudnych zawodów.


V runda Jurajskiego Pucharu NW
Janów 20.08.17
Kolejna runda Jurajskiego Pucharu NW była szczególna pod kilkoma względami. Był to pierwszy Memoriał im. Mariana Grzanki, a przed startem otwarto trzy oficjalne trasy o różnych długościach, mające początek przy estradzie Borek w Janowie i częściowo prowadzące przez zabytkową Aleję Klonów. Największa „atrakcją” zawodów była jednak straszna ulewa towarzysząca zawodnikom podczas zmagań. W niektórych miejscach trasa zamieniła się w rwący potok. Na szczęście nikt się nie utopił, a organizatorzy świetnie poradzili sobie z organizacją imprezy. Ludki zdobyły dwa medale: Asia srebrny, a Janek brązowy. Pozostała czwórka: Adrian, Jarek, Włodek i Zygmunt ukończyła zawody w dobrej formie.


XVI Przełajowa Ósemka
Blachownia 03.09.17
Przełajowa Ósemka to kolejne zawody w których udział Ludków jest obowiązkowy. Tak też było i w tym roku. Na  siedmioosobową ekipę złożyło się czterech biegaczy i troje nordikowców. Biegaczom zabrakło niewiele do podium. Zarówno Łukasz Bielecki, jak i Zbyszek Stęplowski zajęli czwarte miejsca w swoich kategoriach. Za to Kasia Grygiel zdobyła w NW brązowy medal w kategorii wiekowej. Pozostałe Ludki tj. biegacze: Sławek i Włodek i nordikowcy: Adrian i Zygmunt nie odniosły sukcesów. Ale zadowoleni wyjechali wszyscy, pogoda dopisała, a organizacja jak zawsze u Jacka Chudego perfekcyjna.

Miński Półmaraton
Mińsk 10.09.17
Pomysł wyjazdu na Białoruś i startu w Mińskim Półmaratonie narodził się niemal zaraz po powrocie z Erewania w ubiegłym roku. Sprawy organizacyjne jak zwykle załatwił Andrzej. A było tego sporo: wizy, noclegi i transport. Naszym celem, oprócz startu w półmaratonie, była podróż po zachodniej Białorusi śladami Polski i znanych Polaków. Udało nam się odwiedzić dom muzeum Czesława Niemena, miejsce narodzin Elizy Orzeszkowej, muzea Adama Mickiewicza i Tadeusza Kościuszki. Sam start w półmaratonie możemy uznać za udany. Organizacja bardzo dobra, start w samym centrum Mińska, trasa trudna, z kilkoma podbiegami. Tegoroczny półmaraton był połączony z obchodami jubileuszu 950 rocznicy powstania miasta. Włodek startował o godzinie 10.00 na dystansie ćwierćmaratonu, czyli 10,55 km. Razem z ćwierćmaratończykami startowali biegacze na dystansie 5,5 km. Obydwa te biegi to typowe masówki, większość uczestników raczej maszerowała niż biegła. Andrzej i Janek, nasz towarzysz podróży, kibicowali Włodkowi, który pokonał dystans w 1:01.13. Potem role się odwróciły, o 12.30, już przy dość wysokiej temperaturze, na trasę półmaratonu wyruszył Andrzej. Pobiegł dużo lepiej od Włodka i z czasem 1:50.13 dobiegł jako drugi Polak do mety. Każdy uczestnik otrzymał medal: półmaratończycy złote, za 10,55 km srebrne, za 5,5 km brązowe. W półmaratonie startował nasz przyjaciel z Mińska, Siergiej, który przysłał nam zaproszenie, niezbędne do wizy.  Spotkaliśmy się po 4 latach – poprzednio biegaliśmy razem maraton w Kijowie. To spotkanie było jednym z fajniejszych momentów naszej podróży po Białorusi.


VI Runda Jurajskiego Pucharu NW
Słowik 24.09.17
W Słowiku podsumowano tegoroczny cykl zawodów Nordic Walking o Puchar Jurajski. Sześć Ludków wystartowało w ostatniej rundzie Pucharu. Na metę docieraliśmy w podgrupach. Najszybciej maszerowali Janek i Piotrek, potem po kolei meldowali się: Włodek, Adrian, Asia I Zygmunt. Po podsumowaniu wyników w kategoriach okazało się, że Kasia zajęła pierwsze miejsce, Asia i Janek drugie. Dokładnie połowa Ludków wróciła do domu z medalami. Po zakończeniu marszu wszyscy chętni wzięli udział w biegu charytatywnym dla Nikoli i Franka, chorych dzieci z gminy Poczesna. Pieniądze z wpisowego przeznaczone zostaną na ich rehabilitację.

XXXIX Bieg Jesienny
Parzymiechy 01.10.17

Trzy Ludki reprezentowały klub w jednym  z najstarszych biegów w Polsce XXXIX Biegu Jesiennym  w Parzymiechach. Adrian, Włodek i Zygmunt maszerowali na dystansie 5 km. Liczba uczestników marszu nie była imponująca, bo 31 osób. Włodek zajął 12 miejsce, Adrian 15 a Zygmunt był 10 licząc od końca. Nie było więc źle, chociaż medali nie wywalczyliśmy – była tylko kategoria open. Każdy uczestnik otrzymał na mecie bardzo fajny medal z wizerunkiem patrona biegu, redaktora Tomasza Hopfera. Niestety, tym razem żadnej nagrody nie wylosowaliśmy. Może za rok na czterdziestym, jubileuszowym biegu.


IV Przełaj Bałtyk
Częstochowski Marsz NW 07.10.17
Po raz czwarty częstochowska dzielnica Lisiniec gościła maszerów NW. Przełaj Bałtyk to impreza o ustalonej renomie. Gwarantują to organizatorzy, czyli Zabiegani Częstochowa. Trasa płaska, przyjazna dla zawodników. Tym razem nie było sędziów technicznych, więc nie sekowali nas na trasie. Pogoda super, troszkę deszczu nas ochłodziło, ale to był krótki przerywnik dla świecącego słońca. Medal, tym razem brązowy, wywalczył oczywiście Janek. Adrian i Włodek spokojnie dotarli do mety na dobrych miejscach. Oprócz pucharu Janka wylosowaliśmy dwa plecaczki i jeden szalik. Kluseczki były przepyszne, a pączki całkiem dobre. Włodek zaliczył 30 start w tym roku.

 Info o startach Janka Machowskiego.
1. Janek Machowski wystartował  5 sierpnia w „Biegu po zdrowie” w Czeladzi. Oczywiście maszerował na dystansie 5 km i zajął II miejsce w swojej kategorii wiekowej.
2. Kolejny „samotny” start Janka miał miejsce 2 września na „swoim” terenie w Gniazdowie. W ramach „Biegu z kopyta” zajął I miejsce w kategorii wiekowej w marszu nornic walking na dystansie 5 km.
3. W rozegranych 1 października II Mistrzostwach Lublińca w NW Janek wywalczył w trudnej konkurencji III miejsce w kategorii wiekowej.

Łukta i Dźwirzyno

Łukta 23.07.2017
Mój pierwszy wakacyjny start zaliczyłem w lesie koło wsi Łukta oddalonej 32 km od Olsztyna (stolicy Warmii i Mazur). Jako kibice towarzyszyła mi trójka przyjaciół: Basia, Gosia i Mirek. Pogoda deszczowa od rana, w czasie biegu opady przeszły w niemal ulewę. Biegaliśmy 10 km (faktycznie było na pewno trochę więcej) pokonując trzy okrążenia leśnej trasy. Na ostatnim wszyscy walczyli o utrzymanie równowagi na błotnistej, górzystej trasie. Dwa podbiegi i oczywiście zbiegi w pierwszej połówce pętli dawały się mocno we znaki. Zawodnicy zaliczali glebę, a mnie udało się dotrzeć do mety bez upadku! Czas niestety powyżej godziny, miejsce dalekie, ale trochę zawodników wyprzedziłem. Po biegu niemal od razu wróciliśmy do Olsztyna na finały Pucharu Świata w siatkówce plażowej (warto było!).

Dźwirzyno 29.07.2017
Drugą dyszkę w ciągu 7 dni pobiegłem w o wiele lepszych warunkach. Pogoda super, trasa również. Wystartowaliśmy na plaży przy zejściu od Campingu „Biała Mewa” w Dźwirzynie. Biegliśmy plażą w kierunku Grzybowa ok. 4 km, powrót do Dźwirzyna po międzynarodowej trasie rowerowej R–10. Ostatnie 2 km po mieście i meta na terenie GOSiR. Każdy uczestnik musiał obowiązkowo biec w koszulce otrzymanej od organizatora ponieważ był na niej wydrukowany numer startowy. Dziewczyny biegały na różowo, faceci na niebiesko. Fantastycznie wyglądał niebieski  wąż z różowymi wstawkami biegnący wzdłuż brzegu morza. Po plaży biegło się super, po ścieżce rowerowej już gorzej (mimo idealnej nawierzchni), ale tempo 5 i pół minuty na kilometr utrzymałem do mety. Czas 57.17 min. niezły biorąc pod uwagę, że dystans wyniósł ok. 300 metrów ponad oficjalne 10 km. Miejsce niezłe, wyprzedziłem prawie 90 zawodników, biegnąc z kilkoma urazami nóg (bolące lewe kolano i stopa, oraz prawa łydka).
Bieg bardzo wypasiony: oprócz medalu i koszulki każdy uczestnik i nie tylko został nakarmiony i napojony do syta. Niestety, na losowanie nagród nie czekaliśmy.
Dzięki dla Basi, Gosi i Mirka za kibicowanie i fotki.

JPNW - 2017 - Srocko

Czwarta runda VII JPNW odbyła się w Srocku (gmina Mstów), a dokładnie wokół zboczy Góry Trzech Jaskiń. Już któryś raz Ludki na zawodach reprezentowała ekipa licząca w sumie prawie 200 lat (!) w składzie Zygmunt, Janek i Włodek. Wstydu nie przynieśliśmy, a Janek tradycyjnie stanął na podium (tym razem na trzecim miejscu) w trudnej kategorii (Krzara !). Trasa bardzo trudna, zwłaszcza dla mnie. Podejścia, zejścia bardzo strome, po kamieniach, skałkach i z wielkimi korzeniami (prawdziwa Jura!). Na szczęście nie padało, bo mogła by być masakra. Udało się bez upadku dotrzeć do mety, ale stres był spory. Wytrzymałem cały dystans w równym tempie i nawet zdobyłem się na przyspieszenie w końcówce prawie 8 kilometrowego dystansu. Teraz przede mną dwie dyszki biegowe – liczę na czasy poniżej godziny.

Biegaj z duchami jurajskimi ścieżkami

Do udziału w zmaganiach z duchami namówił mnie Adrian. Był to mój pierwszy start na tej wymagającej trasie. Na szczęście w ciemnościach nie widziałem za bardzo morderczych dla mojego kolana górek, ale je czułem, zwłaszcza podejścia.  Mądrą decyzją był start z kijkami, zawsze to dwie podpory więcej, a i tempo wolniejsze niż w biegu. Adrian również maszerował, a Andrzej biegał, wszyscy na dystansie 9 km po asfaltowych dróżkach rowerowych. Start i metę zlokalizowano obok klasztoru w Leśniowie, półmetek trasy mijaliśmy przy pustelni w Czatachowie. Na zawodników w lesie czaiły się duchy i duszki. Wybiegały z ciemności w najbardziej niespodziewanych momentach. Niektóre były straszne, a z niektórymi warto by się zaprzyjaźnić. Dzięki duchom każdy z zawodników na pewno miał lepszy czas, ja na pewno. Dla kibiców sami zawodnicy wyglądali na duchy, biegnąc i maszerując z czołówkami w ciemnościach. Andrzej pobiegł w swoim dobrym tempie, Adrian i ja również pomaszerowaliśmy dość przyzwoicie. Adrian znowu okazał się szybszy, ale nie tak znowu wiele, bo robię postępy. Szczytnym celem zawodów była pomoc dla ciężko chorego chłopca.

Koszwice 2017

Już po raz ósmy Koszwice gościły maszerów, mających do pokonania ponad 7 kilometrową trasę, po pięknych lublinieckich trasach. Po rocznej przerwie wystartowały Leśne Ludki. Skład skromny, bo trzyosobowy: Janek, Zygmunt i Włodek. Pogoda do wytrzymania; nie za gorąco, komarów brak. Maszerowało się bardzo fajnie. Janek wygrał swoją kategorię wiekową (w generalce był 12!), a  Włodek i Zygmunt dotarli szczęśliwie do mety. Wszystkie Ludki wróciły do domu z wylosowanymi nagrodami: Zyga ze słojem pysznych ogórków, a Janek i Włodek z ekologicznymi poduchami. W zalesionych Koszwicach zawsze czujemy się jak w domu, w końcu nazywamy się Leśne Ludki. Herbata z cynamonem serwowana przez Prezesa jak zawsze rewelacyjna!

Myszkowski triathlon

Dzisiaj, pierwszy raz po ponad dziewięciu miesiącach, wystartowałem w zawodach. Po operacji kolana nie bardzo mogę jeszcze biegać, ale rowerek i NW to i owszem. Czasy w NW nie te co kiedyś, ale wszystko (mam nadzieję) przede mną.
Dzisiaj myszkowski MOSiR zorganizował duathlon,  który, razem z Aśką, zamieniliśmy na triathlon. Najpierw 2,5 km maszerowaliśmy z kijami. Niestety prawie wszyscy uczestnicy zawodów wybrali bieg, więc  na początku plasowaliśmy się w końcu stawki. Miałem nadzieję, że w drugiej konkurencji, czyli rowerku, uda nam się dogonić kilka osób i przy okazji odpocząć przed biegiem.  Nie wiedziałem, że trasa rowerowa (10 km) prowadzi lasami, łąkami, piachami, kretowiskami, itp.  Ja na swoich cienkich oponach nie bardzo pasowałem do tego krajobrazu, szczególnie, gdy wjeżdżało się w sypki piach, czy jechało się po świeżo wysypanych kamieniach. Zresztą uczestnicy Biegu Myszkowskiego pokonają tę trasę za tydzień, więc będą wiedzieć o czym piszę. Momentami miałem deja vu:  trzydzieści lat temu jadę  jednostką do Katowic. Tak trzęsło. Ale około 20 osób daliśmy radę wyprzedzić. Po rowerku 2,5 km biegu. Jakoś udało się to przebiec, dzięki Aśce, która mnie ciągnęła. Nie wiem, które zajęliśmy miejsce i w jakim czasie dotarliśmy do mety, bo w tej imprezie liczy się tylko udział. Nie ma wpisowego i nie ma nagród dla zwycięzców. Przed startem jest losowanie fantów. Jako pierwszy sierotka wyciągnęła nr 72, czyli mój; jako czwarty nr 39, czyli Aśki. Z plecakiem, czapeczką i darmową wejściówką na siłownię wróciliśmy do domu.
I jeszcze słowo o organizacji: trasa oznakowana, strażacy i ratownicy medyczni  na trasie, po każdej konkurencji woda, a na koniec medale dla każdego. Myszków doczekał się fajnej imprezy.

Mistrzostwa Częstochowy Nordic Walking - 2017

Tradycją Mistrzostw Częstochowy Nordic Walking staje się upalna pogoda. Ludki nie boją się żadnych warunków, więc liczna ekipa stawiła się na starcie na częstochowskiej Promenadzie im. Czesława Niemena. Na głównym dystansie 10 km wystartowali nasi seniorzy Janek i Zygmunt. Pozostali (Adrian, Kamil i Włodek) zadowolili się udziałem w marszu dla „Caritasu” na 5 km. Janek oczywiście nie zawiódł i w kategorii wiekowej dał się pokonać tylko Krzarze (Adrian i Włodek dziękują za piwa z nagrodowego czteropaku). Włodek dziękuje również Krzarze za niezłe piwko (czasami warto być prezesem). Zygmunt bohatersko dotarł do mety w całkiem przyzwoitym czasie. Na krótkim dystansie Ludki zajęły całkiem dobre miejsca: Adrian 5 ( prowadził przez pierwsze kilkaset metrów !), Włodek 8, Kamil 13. W tym marszu nagród nie było, a że losowanie nam nie poszło, to tylko Janek wyjechał z prezentami. Podziękowania dla Agnieszki za fotki i kibicowanie.