Relacje z zawodów

Mapa życia 2017 – Częstochowa

Częstochowa i Dąbrowa Górnicza były miastami w których Ludki gościły w ostatni weekend. W częstochowskich zawodach z cyklu „Mapa życia”  nordikowali Adrian i Janek, a biegał Włodek. Jedynie pierwsze i ostatnie 400 metrów każdej z dwóch 2,5 kilometrowych pokonywaliśmy po bezśnieżnym asfalcie. Reszta trasy to lód, śnieżna breja i lodowata woda, w której morsowaliśmy nasze stopy. Trzeba było bardzo uważać, by nie zaliczyć upadku i dotrzeć w całości do mety. Udało się to wszystkim Ludkom, a Janek stanął nawet na drugim stopniu podium w kategorii wiekowej (po raz pierwszy we własnej zielonej narzutce). Organizacja zawodów bardzo dobra, profesjonalny spiker, masa nagród. Mimo iż trochę zmarzliśmy, wróciliśmy do domów zadowoleni.

Zimowe Mistrzostwa Jury w NW

Zimowe Mistrzostwa Jury w Złotym Potoku były godne tej nazwy. Prawdziwa zima ze śniegiem i mrozem towarzyszyła nam w sobotnie przedpołudnie. Leśne Ludki stanowiły znaczącą część startujących zawodników. Obsada nie była zbyt liczna, ale elitarna. Ludki walczyły ambitnie, ale kontuzje i brak dobrej formy nie pozwoliły na zbyt szybki marsz. Jak zawsze Kasia ratowała honor ekipy i zajęła przyzwoite miejsce. Mężczyźni, czyli: Kamil, Adrian i Włodek postarali się ukończyć zawody bez szwanku na zdrowiu i nie na końcu stawki. Ale na podium (bardzo śliskim) stawaliśmy trzykrotnie w bliżej nieokreślonych kategoriach. Wielkie i smaczne pączki oraz gorąca herbata pozwoliły nabrać sił przed powrotem do domów.
Trasa trudna, ale przepiękna, zaśnieżone pola w ostrym słońcu sprawiały bajkowe wrażenia. Start i meta usytuowano przy pałacu, który posłużył za ogrzewalnię i jadłodajnię. Była okazja zrobić fotki ze złotopotockimi lwami i na tle stawu „Irydion”. Wykonała je jak zawsze niezawodna Agnieszka Błaszczyk.

Policz się z cukrzycą 2017

W piątym biegu „Policz się z cukrzycą” zorganizowanym w Częstochowie wystartowały cztery Ludki. Niezawodnym liderem tych zawodów i sprawcą mojego startu jest Adrian. Zaliczył wszystkie pięć edycji, ja cztery, Kamil trzy, Zbyszek Stęplowski dwie. Pogoda fajna, ale było ślisko i musieliśmy biec ostrożnie. Zbyszek był najszybszy z Ludków, Kamil pokonał na finiszu tatę i mnie. Mimo ambitnej pogoni nie daliśmy mu rady. Za nami dobiegło jeszcze sporo biegaczy (widać postęp w porównaniu do biegu w Kłobucku). Każdy dostał fajny medal, a w loterii dopisało nam szczęście i zadowoleni wróciliśmy do domów. Dzięki dla Adriana za udostępnienie szatni na kołach, dla Agnieszki za fotki i kibicowanie, Zbyszkowi P. tylko za kibicowanie, chociaż powinien biegać.

Bieg Noworoczny w Kłobucku - 2017

Kolejna  tradycja została podtrzymana przez nas w Święto Trzech Króli. Trzy Ludki wystartowały w Biegu Noworocznym w Kłobucku. Nasi przyjaciele jak zawsze zorganizowali super imprezę. Silny mróz nie odstraszył prawie sześćdziesięciu biegaczy. Andrzej ratował honor sportowy naszej ekipy, ja z Adrianem dzielnie ukończyliśmy 6,5 km dystans. Zajęliśmy zaszczytne ostatnie miejsca. Marszobieg w przepięknej leśno-zimowej scenerii w towarzystwie Uli był samą przyjemnością. Nikt z uczestników głodny i spragniony z Kłobucka nie wyjechał.

Ludki w Strzelcach Opolskich

Jak co roku również i w tym wystartowaliśmy w Strzelcach Opolskich. Można powiedzieć, iż bieg ten stał się naszą tradycją. W mniejszym lub większym gronie, ale musimy tu być. I mimo, iż w tym roku po raz pierwszy orgi wprowadziły opłatę startową (raptem 30 zł), postanowiliśmy wystartować. Skład tylko trzyosobowy, na dodatek mocno osłabiony: Kasia – zaległości w treningach, Włodek – kłopoty z kolanem, ja – też już bez formy. Ale przecież to nie maraton – damy radę. Na miejsce dotarliśmy ok. 9.30. Pogoda piękna – słonecznie, ok. 2 stopnie plus. Odebraliśmy numery startowe i koszulki. Na starcie ok. 600 zawodników. Ruszyliśmy o godz. 11.00. Trasa płaska, prawie sucha. Biegliśmy spokojnie, na metę dotarliśmy w dobrych czasach. Po odebraniu na mecie medalu i pakietu startowego (ładny kubek), zjedliśmy pyszną grochówkę. Dowiedzieliśmy się, iż tradycyjnie przygotowywana jest w miejscowym Zakładzie Karnym.  Nie czekaliśmy na losowanie nagród, tylko po pamiątkowym zdjęciu z Cześkiem Niemenem udaliśmy się do domu. Impreza jak zawsze na najwyższym poziomie.

Bieg Mikołajkowy 2016

Sprawcą wyjazdu Ludków na Bieg Mikołajkowy w Dolinie Trzech Stawów był Adrian, który zachęcił mnie do tego startu. Mimo pewnych problemów z dojazdem dotarliśmy na miejsce startu z dużym zapasem czasowym. Towarzyszyła nam Renia Sukiennik z Zabieganych. Startowaliśmy przy fajnej pogodzie ( lekki mrozik wcale nie przeszkadzał ). Adrian maszerował z kijkami na dystansie 5 km ( jedna pętla ) z całkiem dobrym efektem ( 20 miejsce ). Renia i ja pokonywaliśmy dyszkę razem z całym tłumem biegaczy. Startował z nami, a wcześniej prowadził rozgrzewkę sam Robert Korzeniowski, czterokrotny mistrz olimpijski. Biegło mi się nieźle, ale przebijanie się przez tłum „caritasów” na wąskich alejkach parkowych zajęło sporo czasu. Dotarłem jakoś do mety, Renia również. W nagrodę był medal, bułka i gorący napój. Szatnia w samochodzie Adriana bardzo się przydała.

Jak co roku w Blachowni

Ostatnia niedziela listopada to tradycyjny obowiązek wizyty w gościnnej Blachowni. Jackowi Chudemu się nie odmawia i Ludki w mocnym składzie wzięły udział w przyjacielskim spotkaniu.  Oprócz nas i gospodarzy były liczne ekipy Zabieganych Częstochowa i NGB Kłobuck. Trasa około 4.5 km (dwie pętelki) nie wyczerpała nas zbytnio. Ale Ludki zaszalały: zwycięstwo Łukasza w biegu oraz Kasi (oddała swoją nagrodę Urszuli) i Adriana w Nordic Walkinng świadczy o sile naszej drużyny. Tylko Włodek i Sławek bez sukcesów. Jacek uhonorował zaprzyjaźnione kluby pamiątkowymi tabliczkami. Poczęstunek przy ognisku bardzo pożywny i niemal bez ograniczeń. Napojów również nie brakowało. Obyśmy za rok znowu mogli podsumować sezon w Blachowni.

Bełchatów 2016

Start w Bełchatowskiej Piętnastce jest dla Ludków, a szczególnie dla mnie, tradycją od ośmiu lat. Po raz pierwszy zostałem sam na placu boju. Za to kibice jak zawsze w Bełchatowie dopisali. Ustanowili trudny do pobicia rekord kibicujących na jednego startującego Ludka – 9 ( ! ) osób, w tym aż sześć super dziewczyn. A jeszcze troje kibiców było w rezerwie. Cudowna jesienna pogoda sprzyjała bieganiu i kibicowaniu. Jubileusz  XX biegu został uczczony rekordem startujących – zawody ukończyło 1066 osób ! Mimo iż moje próby biegania wyglądają ostatnio dramatycznie udało mi się wyprzedzić niemal trzysta osób. Równe tempo biegu utrzymałem niemal przez cały dystans, chociaż od połowy trasy było już ciężko. Ale kibice mobilizowali do wysiłku i metę osiągnąłem w niezłej formie, co widać na fotkach. Każdy uczestnik oprócz medalu otrzymał jak zawsze fajny prezent. Tym razem był to plecak, który na pewno przyda się na rowerowe wycieczki i nie tylko. Po biegu jak zawsze gościna u Renaty i do zobaczenia za rok.

Półmaraton w Erewaniu

Półmaraton w Erewaniu przebiegliśmy z Andrzejem wykorzystując nasz wyjazd z kolegami do Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu. Termin biegu „wstrzelił” się w jedyny weekend, który tam byliśmy. Wpisowe (około 75 zł) jest na poziomie naszych półmaratonów. W jego ramach dostaliśmy koszulkę i worek reklamowy w kolorze sponsora biegu, czyli Coca Coli. Na Pasta Party najedliśmy się do syta różnych makaronów. Podczas odbierania numerów startowych okazało się że moje zgłoszenie gdzieś się zagubiło. Na szczęście Andrzej przezornie wydrukował potwierdzenie i dali mi inny numer. Na miejsce startu, znajdujące się nieopodal Placu Republiki, mieliśmy kilka minut spaceru z naszej kwatery. Udaliśmy się tam z  czwórką naszych towarzyszy wyjazdu Basią, Agnieszką, Mirkiem i Andrzejem. Po zrobieniu pamiątkowych fotek ruszyliśmy na trasę wraz z biegaczami startującymi na 5 i 10 km. We wszystkich biegach wystartowało troszkę ponad tysiąc zawodników. Po przebiegnięciu niecałych 2 km pojawili się zawodnicy biegnący na 5 km. Biegli naprzeciw nas bez żadnego wydzielonego pasa jezdni! Żadnego zderzenia nie widziałem, ale bezpieczne to nie było. Pierwsze 6 km było dosyć płaskie, ale po minięciu stadionu (nad którym rozpościerał się widok na słynną górę Ararat, znajdującą się na terenie Turcji) zaczęły się podbiegi i zbiegi. Od 9 do 12 km cały czas wspinaliśmy się pod górę. Przechodziłem na tym odcinku spory kryzys. Jak zobaczyłem biegnącego już z powrotem Andrzeja zmobilizowałem się i w miarę nieźle doczłapałem  do końca podbiegu. Po nawrocie na 11.7 km przez kilka kilometrów biegliśmy z górki. Złapałem wiatr w żagle i zacząłem wyprzedzać kolejnych zawodników. Nie było to łatwe bo odległości były już spore. Nawet kolano nie bolało zbyt mocno. Niestety, na 19 kilometrze (po obiegnięciu stadionu z drugiej strony) pojawił się spory, kilkusetmetrowy podbieg. Wykończył mnie niemal całkowicie. W nagrodę na jego szczycie można było podziwiać piękne werblistki stojące po obu stronach ulicy i przygrywające biegaczom. Ostatnie dwa kilometry pokonałem z wielkim trudem. Finiszowałem z biało czerwoną flagą nad głową, podobnie jak 15 i pól minuty wcześniej Andrzej. Przebiegł on trudna trasę w świetnym czasie 1.48,03 godz. i zajął 98 miejsce na około trzystu startujących a pierwsze (!) w kategorii wiekowej. Ja byłem 181 i trzeci (!) w naszej kategorii. Po biegu odstaliśmy ponad pół godziny w kolejce do fotoautomatu żeby pstryknąć sobie kilka fotek (za darmo). Na mecie dawali medal, wodę i banana (dla mnie brakło).
   Organizacja biegu była na przyzwoitym poziomie, ale kibiców na trasie bardzo mało. Za to ci, którzy byli dopingowali nas bardzo serdecznie. Pogoda super, słoneczko, chłodny wiatr nie pozwalał się za bardzo spocić. Ciekawostką byli pacemakerzy, którzy biegli na czasy np. 1.29, 1.39, 1.49 godziny, a nie jak u nas na 1.30, 1.40, 1.50 godziny.

Bieg Rodzinny w Częstochowie

W niedzielę 11 września Leśne ludki startowały w biegu Rodzinnym Zabieganych w Częstochowie.Zawodnicy obsadzili wszystkie możliwe konkurencje.Sławek i Zbyszek biegli na dystansie 3 km. Adrian poszedł z kijami również na 3 km. Agnieszka postanowiła wystąpić w biegu z siatami na obcasach. Okazało się że rodzina Błaszczyków była najliczniejsza na tych zawodach, a Adrian jakimś cudem  w NW był trzeci.

Przełaj Bałtyk 2016

Relacje z kilku ostatnich marszów nordic walking z udziałem Ludków, to niemal zawsze standard: maszeruje czterech chłopów, a pilnuje ich i robi fotki Agnieszka Błaszczyk. Ta czwórka to Kamil i Adrian Błaszczyk, Zyga Pasek i ja. W częstochowskim Lisińcu było oczywiście, jak to u Zabieganych, perfekcyjnie. Trasa urozmaicona, pogoda ładna, dziewczyny podające wodę jeszcze ładniejsze, nagród sporo. Z Ludków nagrodę wylosował tylko Zyga, bo podium to były tym razem za wysokie progi. Miejsca w pierwszej dziesiątce kategorii musiały nas wszystkich zadowolić.