Relacje z zawodów

Policz się z cukrzycą - 2018

Podobnie jak przed rokiem w Częstochowskim Biegu „Policz się z cukrzycą” wystartowały cztery Ludki. Tym razem trasa była bezśnieżna, ale zimny wiatr dawał się we znaki, zwłaszcza przed startem. Wszystkie Ludki dotarły do mety w szeroko pojętym środku stawki biegaczy. Najszybszy był po raz drugi w tym roku Zbyszek Paszewski, który wyrasta na lidera ekipy. Za nim wspólnie dotarli na metę Janek i Włodek, a Adrian  w niewielkiej odległości za nimi. Pamiątkowe fotki jak zwykle robiła Agnieszka, która również liczyła nasze miejsca na mecie(organizatorzy nie prowadzą klasyfikacji).

Nowy rok rozpoczęty - Kłobuck 2018

Zgodnie z tradycją Leśne Ludki rozpoczęły kolejny rok startów (już dwunasty !) w Kłobuckim Biegu Zimowym. Tym razem był to raczej bieg jesienny, bo temperatura powietrza była sporo powyżej zera, a na leśnych drogach towarzyszyło nam błotko. Wśród ponad 50 biegaczy były trzy Ludki: Janek, Zbyszek Paszewski i Włodek. Adrian tym razem wystąpił jako obsługa techniczna. Najszybszym Ludkiem był najmłodszy w tym gronie Zbyszek, za nim doczłapał do mety Włodek, a po nim Janek, który spokojnie pokonał dystans 6,6 km. Jak zwykle w Kłobucku zamiast wpisowego zawodnicy wrzucają datki do puszki. Tym razem wspieraliśmy piętnastoletniego Dawida Osowskiego. Po biegu raczyliśmy się pysznymi ciastami, kiełbaską i kaszanką. Dzień zakończyliśmy w gościnie u Uli i Darka Gutowskich. Było super, a Kamil Stoch uświetnił spotkanie w gronie biegaczy. Dziękujemy za przyjęcie i książki z autografami Darka. Gratulacje za obecność w elitarnym gronie pasjonatów z Kłobucka.

Andrzej z Markiem w Strzelcach Opolskich

W tym roku – zgodnie z tradycją - wystartowaliśmy na zakończenie roku w Strzelcach Opolskich na dystansie 15 km. Tym razem klub reprezentowałem tylko z Markiem. Miesiąc wcześniej zaliczona w niezłym czasie piętnastka w Bełchatowie pozwalała mieć nadzieję na również niezły wynik. Marek natomiast ostatni start w tym roku zanotował w kwietniu w półmaratonie dąbrowskim. Niewielkie dolegliwości jakie miał od tego czasu oraz brak startów niepozwalany mu na przedstartową ocenę swojej formy. Pogoda piękna, w sam raz na bieg – bezwietrznie i bez opadów, ok. 2 stopnie plus. Odebraliśmy numery startowe i koszulki. Na starcie ok. 500 zawodników. Ruszyliśmy o godz. 11.00. Zaczęliśmy spokojnie, pierwsze małe kółko po 5min/km. Potem zrobiło się luźniej i każdy następny kilometr pokonywaliśmy w tempie 4.30 – 4.40 min/km. Na ostatnim kilometrze Marek przyśpieszył i mimo moich wysiłków był 10 sek. przede mną z czasem 1.10.24. Zajęliśmy odpowiednio 211 i 215 miejsce na 558, którzy ukończyli bieg, a w kategorii wiekowej 21 i 22 na 71. Po odebraniu na mecie medalu i pakietu startowego (ładny kubek) – koszulę wydawali przy odbiorze nr startowego -  zjedliśmy pyszną grochówkę. Postanowiliśmy zaczekać na losowanie nagród, a mając jeszcze wiele czasu – wszak P.Janina była jeszcze na trasie – pojechaliśmy do centrum na kawę i ciacho. Dekoracja zaczęła się punktualnie o 14.15 i przebiegała bardzo sprawnie. Losowanie – mimo dużej ilości nagród – nie przyniosło nam szczęścia. Impreza przygotowana, jak zawsze na najwyższym poziomie.

Janek i Włodek w Czeladzi

Sensacyjnie zakończył się udział Leśnych Ludków w marszu nordic walking w ramach Barbórki 2017 w Czeladzi. Włodek okazał lepszy od Janka. W kategorii M50 Włodek zajął pierwsze miejsce, a Janek w kategorii M60 zaledwie (!) drugie. W klasyfikacji generalnej Janek był jednak na 5 miejscu a  Włodek o trzy lokaty niżej. Ogólnie start Ludków był bardzo udany, a same zawody sprawnie zorganizowane. Trasa po nocnym przymrozku była bardzo śliska, ale wszyscy dotarli do mety bez urazów.

Leśne Ludki w Blachowni

Jak zwykle w ostatnią niedzielę października liczna, siedmioosobowa ekipa Leśnych Ludków wzięła udział w podsumowaniu sezonu biegowego w Blachowni. Pół setki zawodników przebiegło i przemaszerowało z kijkami różne dystanse. Miejsca i czasy były nieistotne, najważniejsze było spotkanie z przyjaciółmi z innych klubów. Dwa Ludki (Janek i Zygmunt) maszerowały, pozostała piątka (Andrzej, Adrian, Łukasz, Sławek i Włodek) biegała. Suty poczęstunek umilał rozmowy przy ognisku. Imprezę zaszczyciła swoją obecnością Pani Sylwia Szymańska, burmistrz miasta Blachownia. Oczywiście sprawcą całego zamieszania był Jacek Chudy, który perfekcyjnie wszystko zorganizował. Dzięki Jacku za zaproszenie i serdeczne przyjęcie.

Bełchatowska Piętnastka - 2017

Leśne Ludki po raz dziewiąty wystartowały w Bełchatowskiej Piętnastce. W tym roku obsadziliśmy wszystkie(czyli dwa) dystanse. Andrzej przebiegł 15 km a Włodek pokonał 5 km. Andrzej zajął 339 miejsce na 1018 biegaczy, którzy dobiegli do mety(czyli niemal dokładnie w 1/3 stawki). Jest to bardzo dobry wynik. Włodek dotarł do mety na 58 miejscu na 137 startujących i niespodziewanie zajął trzecie miejsce w kategorii wiekowej. Pogoda dopisała, chociaż było chłodno i wietrznie. Po biegu był jak zwykle poczęstunek u Reni, która wraz z Gosią również nam  kibicowała i robiła fotki. Solidnie nakarmieni i zadowoleni z sukcesu Kamila Stocha w Wiśle udaliśmy się w strugach deszczu do domu. Za rok wrócimy tutaj po raz dziesiąty.

Bieg Niepodległości w Będzinie - 2017

W 99 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości trzy Ludki: Adrian, Andrzej i Włodek wzięły udział w I Będzińskim Biegu Niepodległości. W ramach zawodów rozegrano dwa biegi i marsz NW. Ludki obsadziły wszystkie konkurencje: Andrzej pobiegł na dystansie 11 km, Włodek pobiegł na dystansie 7 km, Adrian pomaszerował z kijkami na dystansie 7 km. W samo południe z targowiska u stóp będzińskiego zamku wystartowało ponad 700 zawodników - jedenastokilometrowcy w białych koszulkach, siedmiokilometrowcy w czerwonych. Początek i koniec trasy prowadził po asfalcie, środkowa część po duktach leśnych. Po około 3 kilometrach czerwoni pobiegli w prawo a biali prosto, spotkaliśmy się na mecie. Biali mieli „przyjemność” pokonania wysokiej górki i przebiegli 12, zamiast 11 kilometrów. Czasy na tym dystansie nie były więc rewelacyjne. Andrzej pobiegł bardzo dobrze, zajmując 5 miejsce w kategorii wiekowej. Włodek był czwarty w kategorii wiekowej. Najmniej do podium zabrakło Adrianowi, który przymaszerował czwarty kilka sekund za trzecim w swojej kategorii. Uczestnicy, oprócz porządnych koszulek biegowych, otrzymali fajne medale. Gorących posiłków pojedliśmy do woli. W losowaniu wielu cennych nagród tylko Włodkowi dopisało szczęście. Napój energetyczny na pewno się przyda. Za rok może będzie nas więcej.
Janek Machowski wystartował, oczywiście z kijkami, w I Zawierciańskim Biegu Niepodległości. Zawody odbyły się 12 listopada na terenie Nadleśnictwa Siewierz. Na dystansie 5.2 kilometra Janek zajął 7 miejsce w kategorii open i 2 miejsce w kategorii wiekowej. Gratulujemy

Leśna Szarańcza

Dzisiaj byłem razem z Jarkiem Gałązką na zawodach pod intrygującym tytułem: „Leśna Szarańcza”. Bieg odbywał się w dzielnicy Tychów – Wilkowyje, na granicy z Mikołowem. Zawody odbyły się w ramach GP – zawody nr II. Pierwsze, na których był Jarek odbyły się 18.06. Drugie miały się odbyć tydzień temu, ale ze względu na szalejący orkan Grzegorz zostały przełożone. Dzisiaj warunki były wprost idealne – temperatura około 13 stopni, piękne słońce. Zawody odbywały się na pętli długości 7 km. Można było pokonać jedno, dwa lub trzy okrążenia. Oprócz tego odbywał się marsz NW na 7 km lub 14 km. My oczywiście wybraliśmy 3 kółka. Start nastąpił o godz. 11.00. Cała trasa biegła lasami na granicy Tychów i Mikołowa. I była to bardzo wymagająca trasa. Oprócz tego, że znajdowało się na niej kilka ostrych podbiegów, to na całej trasie było mnóstwo śladów świadczących o niedawnych deszczowych dniach. Błotniste leśne ścieżki, podmokłe łączki, zasypane liśćmi kałuże wody – to tylko kilka z niespodzianek na trasie. A co to dla nas Leśnych Ludków. Niestety nie wszyscy są wychowani – jak my – w lesie. Z około 50 biegaczy półmaraton ukończyło tylko 22 zawodników. Ubłoceni ale szczęśliwi, że nic nam się nie stało, że nie zaliczyliśmy żadnej gleby dotarliśmy cało do mety. Jarek był 8 z czasem 1.50 a ja 11 z czasem 1.54. Jarek w swojej kategorii wiekowej – M 33 – 50 – zajął 3 miejsce w cyklu pucharu. Ja w swojej kategorii – M 51 – 99 – byłem dzisiaj  4. Na mecie czekał na nas pamiątkowy, oprawiony dyplom oraz kiełbaski, które po własnoręcznym upieczeniu niezmiernie smakowały. Niestety nie mieliśmy szczęścia w losowaniu nagród. Natomiast ja wróciłem z niespodzianką. Po zakupie kawy w przewoźnym samochodzie sprzedawca wydał mi sześć złotych. – dwie dwuzłotówki i dwie monety jednozłotowe. Nie sprawdziłem – ilość się zgadzała. Pieniądze schowałem do portfela. Po jakimś czasie podeszły do nas dzieci, które zbierały do puszki datki na opiekę zwierząt. Chciałem wrzucić jakąś kwotę  i wówczas zorientowałem się, że jedna z monet tylko wagowo i wielkością przypomina monetę 1 złotową. Była to moneta 1 dirchanowa Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Nie wiem jak się znalazła w w kafeterii, czy sprzedawca celowo, czy przez pomyłkę ją wydał. Jak się okazało po przyjeździe do domu – takiej jeszcze nie miałem. Uzupełniła więc moją kolekcję. I jak tu nie być zadowolony z takiego biegu? Za rok wracam – może znowu uda się zdobyć jakiś ciekawy numizmat.

Andrzej w Skawinie

W tym roku również postanowiłem wystąpić w trójboju pod tytułem  „Pokonaj Focha” w Skawinie, a dokładniej w dzielnicy Kopanka. W dniu zawodów – 17 września - miałem dylemat, bowiem zapowiadano opady deszczu – jak w roku ubiegłym – i bałem się o część rolkową. W końcu jednak postanowiłem zaryzykować i pojechałem. W odróżnieniu od roku ubiegłego wszystkie trzy konkurencje odbywały się na tej samej trasie – trasie rolkowej z tamtego roku. Trochę ją zmodyfikowano wprowadzając jedną agrafkę. Była bardzo wąska i nawrót - w przypadku rolek, a jeszcze bardziej w przypadku roweru - był niezwykle trudny i wymagał dużego skupienia i uwagi. Oczywiście – podobnie jak rok wcześniej - można było wybrać jedną konkurencję albo wystartować we wszystkich trzech. Gdy ktoś decydował się na trójbój w tym roku dostawał jeden – a nie trzy, jak wcześniej – numer startowy. W dniu zawodów od rana lało, przynajmniej w Myszkowie. Przestało padać gdzieś w okolicy Olkusza. Po przyjeździe na miejsce pobrałem numer. Tym razem biuro zawodów znajdowało się w szkole.  Start i meta znajdowały się około 500 m od parkingu, ale również w okolicach startu usytuowano depozyt rzeczy i odrębny depozyt rowerów. Było to istotne aby szybko po ukończeniu każdej konkurencji można było się przygotować do następnej. . O godz. 12.45 nastąpił start do biegu rolkowego – 10 km. Udało  się go ukończyć przed deszczem, który jakby czekał aż skończymy i lunął zaraz potem. O 14.15 start na 10 km trasę rowerową . Cały czas w deszczu udało się ten etap ukończyć bez upadków.  O 15.15 ruszyliśmy na trasę biegową: my na 5 km a pozostali na 10 km. Ta część również w ulewnym deszczu. Na szczęście było cieplej niż rok temu i można było wytrzymać. O ile w części rolkowej i rowerowej na miejsca w czołówce nie mogłem liczyć – kwestia sprzętu i treningu – to w biegu poszło nieźle. Otarłem się nawet o podium – znów  IV miejsce w kategorii wiekowej.  Mimo, że poprawiłem ubiegłoroczny rezultat o 5 minut to miejsce zająłem dalsze, niż rok temu. Jednak w tym roku trójbój ukończyło 46 osób przy 30 w roku poprzednim. Impreza zorganizowana jak poprzednio - perfekcyjnie. Opłata -  jak rok wcześniej - wyniosła 55 zł. Trzy medale, do tego super posiłek.

Andrzej w Berlinie

Do Berlina w tym roku pojechaliśmy w silnym składzie: Jarek Gałązka z buta, Krzara i ja na rolkach a Renia i Ania jako doping.  Jarkowi udało się wylosować szczęśliwy numer, ja z Krzarą nie musieliśmy się martwić o start. O maratonie berlińskim wspomniałem Krzychowi na naszej, klubowej imprezie i nie musiałem go długo namawiać, Podobnie jak rok temu wyjechaliśmy około  4.00 by o 10.00 odbierać pakiety startowe. Zaparkowaliśmy około 200 m od wejścia na Expo. Po odebraniu numeru startowego oraz pakietu przez następne dwie godziny chodziliśmy po targach. Później kawa, kanapki, izotoniczne piwo bezalkoholowe i około 13.00 udaliśmy się na odległy 2 km start pod Bramą Brandenburską. Pogoda idealna: bez opadów, temperatura około 20 stopni. Do strefy depozytów i startowej mogliśmy wejść tylko we dwoje z Krzarą.  Po przebraniu udaliśmy się około 15.00 na start. O 15.30 ruszyła elita, a potem co dwie minuty kolejne strefy. Ruszyliśmy i my. Krzychu od razu mi odjechał. Jechałem swoim tempem. Trasa jak rok temu, asfalt super, jechało mi się nieźle. Po kilku kilometrach zaczęli mnie dochodzić, a raczej dojeżdżać zawodnicy z następnej strefy. Ale nie było tłoku. Najszybsi byli już daleko z przodu. Znając trasę jechałem na większym luzie. Wiedziałem, że będą również koleiny, łaty, tory tramwajowe. Z czasem zaczęło dawać znać zmęczenie. Tempo miałem podobne jak rok temu i czas zapowiadał się podobny. Niestety zaczęła się psuć pogoda i na około 5 km przed metą zaczęło padać. Trasa zrobiła się strasznie śliska, nogi po każdym odepchnięciu rozjeżdżały mi się. Zaczęły się liczne wywrotki. Musiałem znacznie zwolnić. Tempo tak spadło, że szybciej bym tą końcówkę przebiegł. Przed Bramą Brandenburską dodatkowo kostka. Wreszcie meta. Przemoczony ale szczęśliwy udałem się po rzeczy. Niestety na mecie nie spotkałem Krzycha ale mieliśmy umówione miejsce rezerwowe … przy samochodzie. Gałązki czekały na nas w aucie. Krzychu dotarł po chwili. Był niesamowicie zadowolony – zrobił życiówkę. Ja miałem czas gorszy niż przed rokiem, ale byłem szczęśliwy, że nic mi się nie stało. Jeszcze tylko przejazd na nocleg i wreszcie gorący prysznic. My z Krzarą byliśmy już po bólu, Jarek przed. Rano wczesna pobudka i wyjazd na start. Mieliśmy około 20 km do przejechania. Udało się na dostać na odległość około 3 km od startu – dalej ulice były już zablokowane. Jarek udał się do swojej strefy startowej a my zajęliśmy pozycje przed linią startową. I wtedy się zaczęło. Ja jako kibic widziałem start maratonu w Berlinie po raz drugi – pierwszy raz w roku 2006, gdy debiutował Marek Cebula – ale pozostali oglądali to pierwszy raz. A było co oglądać. Strefa za strefą, tysiące biegaczy, tysiące kibiców, widowisko niedopisania. Sam start trwał prawie godzinę. Pogoda bardzo dobra – pochmurnie, ale bez deszczu. Teraz pozostało nam tylko czekać. Niedaleko od mety można było po przejściu około 10 minut trafić na 38 kilometr. I tam po ok. 3 godzinach udaliśmy się z Krzarą aby wypatrywać Jarka. I udało nam się. Zdążyliśmy mu zrobić kilka zdjęć i biegiem na metę. Tu również uchwyciliśmy go na tle Bramy Brandenburskiej. Jarek ukończył bieg w dobrej formie i mimo, że nie zrobił życiówki, był bardzo zadowolony. Renia – będąc pod wielkim wrażeniem imprezy -  postanowiła, że następne okrągłe urodziny chciałaby uczcić maratonem w Berlinie. Tylko jak ma zrobić aby ją wylosowali? Spacer do samochodu, posiłek i powrót do domu. Zarówno debiutanci berlińscy: Jarek i Krzysiek, ja – trzeci raz zaliczony – jak i dziewczyny – byliśmy wszyscy bardzo zadowoleni i pod dużym wrażeniem tej wielkiej, świetnie zorganizowanej imprezy.

Ludki w Grabówce Cykarzewskiej

Bieg charytatywny „Od juniora do seniora” we wsi Grabówka Cykarzewska zgromadził na starcie liczną ekipę Ludków. Celem biegu było zebranie pieniążków na leczenie małej Zuzi. W biegu na 7 km Łukasz Bielecki zajął
świetne 2 miejsce w kategorii open, przegrywając tylko z Piotrem Magierą. Zbyszek Stęplowski był siódmy w open, a drugi w kategorii wiekowej. Sławek, Zbyszek P. i Włodek zajęli dalsze miejsca. W marszu nordic walking na dystansie 3 km Janek Machowski otarł się o podium, zajmując 4 miejsce w kategorii open, a drugie w kategorii wiekowej. Adrian i Zygmunt uplasowali się na wysokich lokatach w drugiej dziesiątce stawki zawodników. Zygmunt Pasek został uhonorowany pucharem dla seniora zawodów. Organizacja zawodów była niezbyt dobra – opóźnienie startu o prawie pół godziny, długie oczekiwanie na dekorację zwycięzców. Ale najważniejsza i tak była Zuzia i pomoc dla niej.

PS. Piszący te słowa był najsłabszym Ludkiem, ale nie był najgorszy w całych zawodach. Zanosiło się na to przez niemal 2 kilometry biegu na 7 km, potem udało się wyprzedzić kilkunastu biegaczy i zająć przyzwoite miejsce. Wniosek jest jeden: trzeba jak najszybciej zakończyć karierę sportową.