Relacje z zawodów

Włodek o Mstowie

Kolejna runda Jurajskiego Pucharu NW została rozegrana w okolicach Mstowa na Przeprośnej Górce. Dotarły tam tylko dwa Leśne Ludki: Andrzej i ja. Okres urlopowy i inne sprawy okroiły nasz skład na te zawody. Walczyliśmy dzielnie, przy fajnej pogodzie i na szczęście krótkiej trasie (3.45 km). Na szczęście, bo sobotni start w Szarlejce trochę nadszarpnął moimi siłami (walka z Jarkiem do ostatniego metra). Startowaliśmy razem z dziewczynami, więc walka była przejrzysta. Starałem się nie stracić zbyt wiele na początku i w miarę się to udało. Tempo było ostre, trasa średnio trudna. Starałem się gonić Andrzeja, który poszedł jak zwykle mocno do przodu. Trzy okrążenia trasy przeleciały dość szybko. Na mecie okazało się, że byłem najlepszy w trzeciej dziesiątce (21), a Andrzej ostatni w drugiej (20). Przegrałem z nim tylko o 11 sekund. Na podium nie byliśmy, bo tradycyjnie nasza kategoria była najmocniejsza.

Marek o Orbicie

Moja jazda w Orbicie rozpoczęła się dwa dni wcześniej – w nocy z środy na czwartek miałem sen że już jadę rowerem w nocy i nie wiedziałem w jakim kierunku. Sen nie był meczący, wiec na niedzielę byłem pozytywnie nastawiony. Pozostał dylemat jaki dystans wybrać i gdzie się dołączyć?

Czytaj więcej: Marek o Orbicie

Kasia o Orbicie

Zakręcona niedzielna przygoda rowerowa

W zeszłym roku, siedząc wygodnie za ekranem komputera, emocjonowałam się losami Orbitowiczów – szaleńców, którzy porwali się na dobowy rajd dookoła Częstochowy trasą o długości 500 km. W tegorocznej edycji dystans wyniósł (bagatela) 450 km i jak zwykle chętnych do długiego pedałowania nie brakowało. Na liście uczestników pojawiły się również debiutujące w tej imprezie Leśne Ludki: Asia, Jarek, Marek, Włodek oraz ja. Nikt z nas co prawda nie planował pokonać pełnej pętli, ale mieliśmy ambitne plany, a w nich wykręcenie kilometrowych życiówek.

Czytaj więcej: Kasia o Orbicie

Aśka o Orbicie

Pierwszy porządny rower w moim długim życiu zawdzięczam krzarze. Kupiłam go na jesień i od razu pokochałam. No, prawie od razu -- jak tylko wyleczyłam rany po kraksie na pierwszym kilometrze. Od wiosny jeżdżę na nim prawie codziennie, ale nigdy nie były to długie wycieczki. Toteż propozycji wzięcia udziału w tegorocznej Orbicie z początku w ogóle nie brałam do siebie. Uznałam zaproszenie za czysto kurtuazyjne. Jednak moje domowe Leśne Ludki potraktowały pomysł z entuzjazmem. I gdy tak słuchałam ciągle o ewentualnych trasach, ekwipunku, planach strategicznych, to powoli zaczynałam zazdrościć i też zapragnęłam wziąć udział w tym szalonym przedsięwzięciu. Jako osoba rozsądna i ostrożna zdecydowałam się na przejechanie jedynie ok 100 km. Tylko jak to zrobić, by zgrać się z resztą ekipy? Pierwszy pomysł był taki, by dojechać do Krzepic, a stamtąd do Częstochowy. Ostatecznie stanęło jednak na tym, że, dzięki pomocy Piotrka, dołączę do Jarka z Włodkiem w Dobrodzieniu. To było trochę mniej kilometrów, niż wcześniej planowałam, ale czułam się dzięki temu bezpieczniej. A i pogoda, jak wiadomo, nie rozpieszczała orbiterów w tym roku. Samą przejażdżkę opisali już ze szczegółami moi towarzysze. Włodek napisał, że z ulgą przyjął metę. Ja czułam żal, że to już i lekki niedosyt. Jedyną rzeczą, która mi się nie podoba, to konieczność jazdy ruchliwymi drogami, często dziurawymi, bez pobocza. Dla mnie to bardziej męczące i stresujące od upału, długotrwałego wysiłku itp. Jednak rozumiem, że nie da się inaczej i, o ile los (i krzara) pozwoli, na pewno wezmę udział w następnej Orbicie i przejadę znacznie, znacznie więcej :))

Jarek o Orbicie

„Na Orbicie” znaleźliśmy się dzięki krzarze. Nie bardzo wierzyłem, że uda mi się przejechać z Zawiercia do Częstochowy przez Siewierz, Tarnowskie Góry, Brynek, Olesno i Krzepice. W sumie 175km. To okazało się nietrudne. Gdyby jeszcze nie ten upał (miejscami 44°C) i złapany kapeć, wrócilibyśmy do Częstochowy dużo wcześniej. O jeździe nie będę nic pisał, bo cóż moje skromne 170,5km (ominęliśmy Krzepice) znaczy przy 360km gościa, który przejechał całą trasę na ostrym kole (wiem, że nie wiecie, co to jest; wyguglujcie sobie, a jeśli dalej nie będziecie nic rozumieć, to wytłumaczę, jak postawicie kawę). Wszystkie osiągnięcia pozostałych orbitowiczów przy wyczynie mistrza od ostrego koła, to pestka. Ja pobiłem swój dzienny rekord w przejechanych kilometrach, wypitych izotonikach, wypitej coli, wylanym pocie itd. Dziękuję leo59 i Varii za wspólną jazdę. Wszystko było super z wyjątkiem jednej rzeczy. Zważyłem się przed wyjazdem i po przyjeździe. I pomimo tego, że w zasadzie nic nie jadłem w trakcie dnia (no tylko żurek, jeden baton energetyczny i jedna princeskę), to wróciłem cięższy o 1kg. W przyszłym roku rzucam się na 250km. Może wtedy schudnę…

Włodek o Orbicie

Mój udział w ORBICIE był trochę szalony, bo mój rekord dobowy jazdy na rowerze wynosił do tej pory niecałe 60 km i to raczej nie po drogach asfaltowych. Jednak zdecydowałem się wypróbować mój rower i siebie. Środowy wyjazd na spotkanie do Częstochowy był próba generalną, która wypadła dobrze, ale jedynymi treningami były moje dojazdy do pracy do Myszkowa (17 km codziennie). Ruszyliśmy z Jarkiem z Zawiercia o 7.20 i już było gorąco. Przed nami była tylko Kasia, która wyprzedzała nas cały czas o 3 godziny.Tempo było rozsądne i chociaż widziałem, że Jarek miał ochotę jechać szybciej, to zawsze czekał  na mnie i tak dotarliśmy na pyszny, gęsty żurek do Brynka. 45 minutowy postój i posiłek dodał nam sil do dalszej walki z kilometrami i upałem. Ja cały czas walczyłem z bólem karku i ramion, nogi kręciły się bez zarzutu. Ręce czasami tak drętwiały, ze miałem kłopoty z u trzymaniem kierownika roweru. Dzięki coraz częstszym postojom utrzymywałem ręce w jakiej takiej sprawności. Od Dobrodzienia dołączyła do nas Asia, która od razu narzuciła ostre tempo, ale na szczęście później trochę nam odpuściła. Przed Olesnem Jarek złapał gumę, jednak udało się nam doprowadzić rower do porządku. Uznaliśmy, że ominiemy Krzepice i dotarliśmy do Częstochowy trochę krótszą drogą przez Panki. Mimo nie najlepszej jakości nawierzchni, droga była znośna, bo na kilku odcinkach prowadziła przez las. Cień był dla nas zbawienny, podobnie jak to, że słońce cały czas świeciło nam w plecy i wiał ożywczy wiaterek. Metę o 19.30 przyjąłem z ulgą. Z wyniku (169 km) jestem bardzo zadowolony. Za rok jadę jak tylko będę mógł (może przekroczę 200 km jak Kasia - gratulacje !). Z pięciu startujących Ludków, wszystkie były z Żarek Letnisko. Wszystkim dzięki za udział i pobite rekordy.

Lipcowy Bieg Dzika

Lipcową edycję Biegu Dzika obsadziliśmy silną ekipą w składzie: Sławek, Adrian, Łukasz, Włodek i ja. Poza Włodkiem i Sławkiem pozostali byli debiutantami w tej imprezie. Do nieodległych Panewnik dotarliśmy na pół godziny przed startem. Mimo tak późnej pory odbiór numerów przebiegał sprawnie i o godz. 11.00 wszyscy zajęliśmy miejsce na linii startu. Tylko Włodek zdecydował się na start z kijami – pozostali postanowili pobiegać. Było gorąco, ale ponieważ wiał lekki wiatr i cała trasa miała przebiegać leśnymi ścieżkami – w większości ocienionymi – byliśmy dobrej myśli. Na starcie i na pierwszych kilkuset metrach panował niezły tłok. Wystartowało – jak okazało się na mecie – łącznie 354 osoby. Trasa tej  edycji  poprowadzona została  w kierunku przeciwnym niż poprzednie. Do przebiegnięcia była pętla o długości 4882 m, którą można było pokonać dowolną ilość razy – maksimum 4. Trasa była urozmaicona,  z nielicznymi  łagodnymi podbiegami i zbiegami. Ścieżki gdzieniegdzie pokrywały kamienie i żużel. Przyjechałem z nastawieniem przebiegnięcia wszystkich 4 pętli i bez większych problemów cel został zrealizowany. Na trzecim okrążeniu minąłem Włodka, który dzielnie atakował idącego przed nim NW-mena. Na mecie zastałem Łukasza i Adriana. Odebraliśmy dyplomy i zaczęliśmy polować na wolny ruszt do pieczenia przydziałowych kiełbasek. Po chwili dotarł Sławek i Włodek. Ale wygląd Prezesa był iście opłakany: cały przód firmowego plastrona, kije i ręce były wybrudzone ziemią. W pierwszej chwili myśleliśmy, iż ostatnie metry z powodu kompletnego osłabienia spowodowanego zażartą walką na trasie pokonał czołgając się. Ale okazało się, iż – jak sam tłumaczył -  nie zauważył jakiegoś korzenia na ścieżce i zaliczył glebę. Wydaje nam się jednak, iż powód był inny: zapatrzył się na jedna z licznych pań   – NW i bieg ukończyły łącznie 144 kobiety – i dlatego nie zauważył korzenia J. Mimo tej przygody był bardzo zadowolony. Cała nasza ekipa zrobiła życiówki na tej trasie: Włodek i Sławek poprawili poprzednie a pozostali debiutując. Łukasz z czasem 1.27.47 zajął 16 miejsce pokonując 4 pętle, ja 27 z czasem 1.31.02 – 4 pętle, Sławek – 81 – 1.47.49 – również 4 pętle a Adrian 264 – 0.33.00 – jedna pętla. Adrian jest w przededniu zabiegu na kolano więc potraktował to zupełnie lajtowo jako trening. Włodek natomiast zajął 11 miejsce pokonując 3 pętle w czasie 1.46.47. Wśród zawodników, którzy pokonali 3 pętle był drugi. Łącznie bieg ukończyło 282 osoby a NW 72. Jak zwykle bieg był perfekcyjnie zorganizowany i ogromne brawa dla organizatorów.

IV Bieg Sołecki w gorącej atmosferze

W upalne, niedzielne popołudnie 16 czerwca, Sławek, Łukasz i Zbyszek Stęplowski zmierzyli się z asfaltową trasą pięciokilometrowego IV Biegu Sołeckiego w Wierzchowisku. Pomimo niekorzystnej dla biegaczy temperatury, cała trójka osiągnęła satysfakcjonujące wyniki;  Łukasz zamknął top 10 biegu z czasem 18:33, zajmując jednocześnie 2 miejsce w kategorii wiekowej. Na podium zapraszani byli jednak tylko zwycięzcy.  Zbyszek zajął 25 miejsce w czasie 20:44, a Sławek uplasował się na 46 miejscu z rezultatem 23:26. W zawodach wzięło udział 72 biegaczy, wszyscy uczestnicy zaprezentowali wysokie umiejętności na wymagającej trasie.

Srebrna wizyta w Krakowie

Wczesnym rankiem, 3 lipca, Łukasz wyjechał na Mistrzostwa Polski Juniorów w lekkiej atletyce. Najlepszych zawodników w tej kategorii wiekowej gościło w tym roku miasto królów. Ekipa chodziarzy CKS Budowlani Częstochowa w składzie: Asia Bindryn, Janek Rygał, Patryk Kostrzewa i Łukasz, dotarła do Krakowa na 2 godziny przed startem. Pogoda, choć z pewnością wakacyjna, nie sprzyjała długodystansowcom – upał niepodzielnie panował na bieżni. Zmagania w chodzie sportowym na dystansie 10 000m Łukasz rozpoczął spokojnie, ale konsekwentnie, utrzymując się w czołowej piątce stawki.  Decydującą rozgrywkę zapoczątkował 6 kilometr kiedy Łukasz przesunął się na 3 pozycje. Długo trwała walka o srebrny medal z doświadczonym zawodnikiem Orkanu Środa Wielkopolska, Szymonem Zielińskim. Łukasz wyszedł z tej walki zwycięsko, zdobywając wicemistrzostwo Polski z bardzo dobrym wynikiem  47:22.11. Srebrny medal wychowanka Leśnych Ludków jest najlepszym wynikiem CKS-u na tych mistrzostwach. Wicemistrzostwo Polski jest dla Łukasza dotychczas największym osiągnięciem w zawodach tej rangi.

Bieg Letniskowy

R E G U L A M I N

 I Żareckiej Szóstki

 O Puchar Wójta Gminy Poraj

 

Żarki Letnisko  18.08.2013

 

 

 

1. Cel imprezy:

    - popularyzacja biegania i Nordic Walking,

    - promocja Gminy Poraj i miejscowości Żarki Letnisko,

 2. Organizator:

    - klub Leśne Ludki Żarki Letnisko,

    - Urząd Gminy Poraj,

    - ULKS „RUN PODKOWA” Janów

 3. Termin i miejsce zawodów:

     - start do biegu i NW 18.08.2013 r.(niedziela) godz. 10.00,  Żarki Letnisko, ul.

       Szkolna 20  (obok budynku SP i Gimnazjum)

 4. Trasa i dystans:

    - trasa biegu prowadzi po leśnych ścieżkach po jednej pętli,

    - dystans wynosi 6 km

 5. Zgłoszenia:

   - zgłoszenia przez wypełnienie formularza zgłoszeniowego dostępnego na stronie:

      www.podkowa-janow.pl  

    - przy weryfikacji w biurze zawodów należy podać czy startuje się w biegu czy w

      marszu  Nordic Walking.  Limit miejsc: 66.

    - każdy zgłoszony uczestnik jest zobowiązany do weryfikacji w dniu zawodów w 

      godz. 8.00  –  9.40. Należy posiadać dokument tożsamości.

 6. Opłata startowa: nie pobiera się

 7. Klasyfikacje:

    - bieg na dystansie 6 km:

 ·       klasyfikacja kobiet i mężczyzn open,

 ·   klasyfikacje w kategoriach wiekowych kobiet i mężczyzn: 16-29 lat,    30-49 lat, 50  lat i więcej.

    - marsz Nordic Walking na dystansie 6 km:

 ·      klasyfikacja kobiet i mężczyzn open

 8. Nagrody: puchary w obydwu konkurencjach za miejsca I-III w kategorii kobiet i

     mężczyzn  open, puchary za I miejsca w kategoriach wiekowych, nagrody

     rzeczowe za II i III miejsca w kategoriach wiekowych. Nagrody z klasyfikacji

     generalnej i wiekowej nie dublują się.

 9. Postanowienia końcowe:

   -   zawody odbędą się bez względu na pogodę,

   -   zawodnicy muszą przestrzegać zasad zachowania się w terenach leśnych,

   -   interpretacja regulaminu i sprawy sędziowania należą do kompetencji

       organizatora,

   -   zawodnicy ubezpieczają się we własnym zakresie i startują na swoją

       odpowiedzialność.

 

Rybnik nocą

Na nocne bieganie do Rybnika pojechaliśmy w czteroosobowym składzie. Andrzej, Jarek, ja i Renia jako kibic. Ja tuż przed wyjazdem wróciłem z krótkiego "obozu" klimatycznego nad Bałtykiem. Słońca było mało, woda lodowata. Po całonocnej jeździe byłem wyczerpany, a nogi bolały dość mocno. Nie poddawałem się jednak złym myślom i spokojnie ruszyłem na trasę w tłumie prawie ośmiuset biegaczy. Andrzej i Jarek pobiegli żwawo do przodu i tyle ich widziałem w ciemnościach. Bieg bowiem zgodnie z nazwą rozpoczął się o godz. 22-giej. Trasa bardzo fajna, widać, że organizatorzy starali się pokazać jak najwięcej miasta. Było dużo zakrętów podbiegów i zbiegów. Żeby zaliczyć półmaraton musieliśmy pokonać trzy 7 kilometrowe pętle. Początek każdego okrążenia był dość łatwy, ale końcówka już trudniejsza. Starałem się biec tak by zachować jak najwięcej sił na ostatnie kilometry. Udało mi się tego dokonać, bo najszybciej przebiegłem trzecie okrążenie i wyprzedziłem sporo zawodników. Nie mogłem uwierzyć, że po takim zmęczeniu całonocną podróżą wytrzymuję tempo, w jakim w tym roku jeszcze nie biegłem. Na mecie czułem się super w przeciwieństwie do poprzednich moich startów biegowych. Jarek i Andrzej pobiegli w bardzo szybkim i równym tempie i pokonali o prawie minutę barierę 1 godz. i 40 min., mieszcząc się w drugiej setce zawodników. Byłem za nimi ok. 12 minut i ponad dwieście miejsc (w połowie stawki open i w kategorii). Chłopaki, żeby się nie nudzić czekaniem na mnie, skorzystali z masażu. Po solidnym nawodnieniu i posileniu się ruszyliśmy do domu. Okazało się, że pospieszyliśmy się bo Andrzejowi za 6 miejsce w kategorii należała się nagroda rzeczowa. Ciekawe czy przepadła, czy organizator przyśle do domu.
Zawody były świetnie zorganizowane, medal oryginalny w kształcie półksiężyca, każdy dostał porządny ręcznik, napojów i pożywienia nie brakło, jeszcze zabraliśmy do domu. Wyniki były wywieszane na bieżąco. Zapisujemy się za rok na piąty jubileuszowy Półmaraton.