Relacje z zawodów

XI Bieg Częstochowski

XI Bieg Częstochowski

06.04.2019

W tegorocznym Biegu Częstochowskim wystartowała szóstka Ludków(do rekordu z 14 roku daleko!). Pogoda super, chociaż deszczyk nas straszył. Organizacja jak zawsze perfekcyjna - Zabiegani to jest firma. Gratulacje dla Łukasza za pokonanie bariery 40 minut i wysokie 60 miejsce. Pozostali (Sławek, Zbyszki i Michał) pobiegli nieźle, ale bez rewelacji. Bezczelnie oceniam mój czas poniżej godziny za duży wyczyn. Bez treningów - tylko startując - udało mi się dokonać czegoś fajnego przed moją sześćdziesiątką. Już dawno nie powinienem startować w jakichkolwiek zawodach. Uznałem jednak, że lepiej polec na polu bitwy niż umrzeć we własnym łóżku. Ale już długo nie pociągnę, więc planuję kilka imprez pożegnalnych w tym roku. Dwa terminy już podaję: 

6 lipca, początek 8.30, koniec 14.30 – cel to pokonanie jak największej liczby kilometrów przez uczestników, do maratonu włącznie,

1 września, początek 10.00, koniec 11.00 plus kilkanaście minut – cel to pokonanie przez każdego z zawodników jak najdłuższego dystansu w ciągu 60 minut plus jeszcze trochę.

Obydwie imprezy odbędą się na naszej 1.5 kilometrowej trasie w Żarkach Letnisko.

Pozostałe terminy podam w stosownym czasie. 

Liczę na udział Ludków i naszych przyjaciół w tych imprezach i pomoc w ich organizacji.

To tyle moich osobistych dywagacji z okazji startu w jednym z moich ulubionych biegów.

PS. Wielkie dzięki naszym kibicom – a była ich spora grupa – za doping, który bardzo się przydał. Adrian, oprócz kibicowania był naszym fotoreporterem.

Harpagańska Dycha - 2019

Dwie pary Ludków reprezentowały nasz klub na zawodach w Sosnowcu. Adrian i Janek maszerowali z kijkami na dystansie około 6 km a Zbyszek P. i Włodek próbowali przebiec atestowaną dyszkę. Za pięćdziesiąt złotych wpisowego pakiet startowy był całkiem przyzwoity. Trasa średnio trudna, trochę góreczek było. Prowadziła po ulicach Sosnowca – w drugiej części zaliczyliśmy dworzec główny i obiegliśmy Stadion Ludowy. Pogoda bardzo fajna, pozwoliła na spokojne pokonanie dystansu. Janek wrócił na należne mu miejsce na podium w kategorii wiekowej(drugi stopień) a Adrian był piąty w swojej. Biegacze wypadli troszkę gorzej ale bez upadków dotarli do mety. Włodek jako jedyny trafił szczęśliwy los w losowaniu nagród(pewnie za najdłuższą walkę z dystansem). Ale największym wygranym był Adrian, który pod koniec dnia odzyskał kije zagubione rano. Resztę pomińmy milczeniem.

IX JPNW - Olsztyn

IX JPNW nie mógł odbyć się bez udziału Leśnych Ludków. Pierwszy etap jak zwykle odbył się w Olsztynie, a w zawodach brał udział  Adrian z Jankiem. Przy fajnej słonecznej pogodzie sukcesów nie odnieśliśmy ani w rywalizacji sportowej, ani w losowaniu atrakcyjnych nagród.  Janek zajął dobre 48 miejsce (na grubo ponad 200 zawodników), a w swojej kategorii wiekowej był tuż za podium. Adrian w open też był niedaleko pudła (84 miejsce). Następny etap odbędzie się w Dąbrowie Zielonej 13 kwietnia gdzie Leśne Ludki podobno mają stawić się w liczniejszym składzie wraz z towarzyszącymi im kibicami.

Adrian na Górze Ossona

Chyba będę żył - pomyślałem sobie po dotarciu na metę zawodów Ossona Cup w Częstochowie.
Przymierzałem się od jakiegoś czasu, ale zdecydowałem się wystartować w ostatniej chwili. Zawody odbywają się cyklicznie co miesiąc w okolicach Góry Ossona. Można było biec lub iść z kijami, oczywiście wybrałem tą drugą opcję. Trasa to pętla o długości 4300m i można ją pokonać dowolną liczbę razy w ciągu 6 godzin. Pierwotnie chciałem zrobić dwa, może trzy kółka, ale trochę mnie poniosło i zrobiłem sobie 5 kółek, czyli półmaraton. Bez treningów i jakiegokolwiek przygotowania, oraz po sobotnich imieninach u Zbyszka P., uważam za cud dotarcie do mety po 5 okrążeniach. Ogólnie trasa fajna, cały czas w lesie, a po wejściu na Górę Ossona wspaniały widok na Częstochowę. Przez pierwsze 1,5 km płaska, później tylko masakryczne górki. Zawody super zorganizowane. Małe wpisowe (co nieczęsto się już zdarza), fajne jedzenie i medale. Na uwagę zasługuje fakt, że na zawody w roli kibica pojechali ze mną Zbyszek P. (później żałował, że jednak też nie wystartował) oraz nasz wspólny kolega Andrzej C. Zapewnili mi super doping i zdjęcia. Myślę, że jeszcze tam wystartuję w szczególności, że jakimś cudem w kategorii mężczyzn w NW zająłem trzecie miejsce.

Leśne zawody w Kłobucku i Lublińcu

Kłobuck 03.03.19
Na bieg Tropem Wilczym pojechaliśmy do Kłobucka za względów ekonomicznych – opłata za pakiet startowy była dużo niższa niż w takim samym biegu w Częstochowie. Spotkanie z naszymi przyjaciółmi z Kłobucka, Ulą i Darkiem to również duży plus tego wyjazdu. Sam bieg na dystansie 1963 m nie był trudny, chociaż na początku musieliśmy się trochę wysilić na podbiegu. Najszybszy z naszej trójki był oczywiście Zbyszek Paszewski. Włodek i Adrian przytruchtali na całkiem dobrych miejscach. Na mecie czekały na nas fajne medale, kiełbaski(niezbyt wypieczone) i gorący żurek. Można było obejrzeć wystawki historycznego(i nie tylko) sprzętu wojskowego. Zawody zakończyliśmy u Adriana.
VI Lubliniecki Półmaraton NW
Lubliniec 03.03.19
W leśnych zawodach w Lublińcu reprezentował nas Janek. Maszerował z kijkami na dystansie 5 km. Wcześniejsza choroba spowodowała, że nie był w dobrej formie. Ale czwarte miejsce w kategorii wiekowej nie jest złym wynikiem. Do podium brakło niewiele sekund. Liczymy, że Janek szybko wróci do formy i na podium.

VII Grand Prix Krakowa w biegach górskich.

Za namową Jarka Gałązki postanowiliśmy wystartować w Krakowie. Do wyboru było albo 11,6 km albo 23,2 km ( były też mniejsze dystanse ale to nie dla LL).

Jarek - przebieg już kilka razy tą trasę  - postanowił zmierzyć się z najdłuższym dystansem. Ja z Markiem postanowiłem nie szaleć. Profil trasy wzbudzał szacunek.

Wybraliśmy połowę czyli 11,6 km. Pogoda świetna - około 9 stopni - pochmurno, brak wiatru. My wystartowaliśmy o 10.40 a Jarek o 11.20. Trasa prowadziła ścieżkami Lasu Wolskiego, wokół Kopca Piłsudskiego. Bieg był ostatnim z cyklu pięciu biegów rozpoczętych w październiku 2018. Zaraz po starcie pierwszy podbieg, potem zbieg. I tak przez całą trasę. 

Zbiegi były karkołomne - błoto, śliskie liście, korzenie drzew. Podbiegi tak strome, że to były raczej podchody całego szeregu startujących. Niby tylko 11,6 km a miałem dosyć. Nie jestem zwolennikiem biegów górskich ale jak w tym przysłowiu o Cyganie - dla towarzystwa... Niedaleko meta, ale nie ma tak lekko - oczywiście pod górkę. Za chwilę Marek. Czasy nie powalają ale tu nie dało się robić życiówek. Idziemy do biura zawodów. Kawa, herbata, banan. Grzejemy się i wracamy na metę kibicować Jarkowi. Wreszcie dociera i on. Mimo zmęczenia - uśmiech na twarzy. Prysznic i powrót do domu.

Jaroszów 2019

Pod wpływem ogromnej presji wywieranej na mnie przez niektóre osoby skrobnąłem parę słów
na temat Jaroszowa, ale to tylko dlatego, że jakoś mało zdjęć zrobiłem, a nawet nie zrobiłem żadnego.

W niedzielę 24 marca ekipa Leśnych Ludków wybrała się do Jaroszowa na Imprezę Charytatywną dla Andżeliki i Antosia. W konkurencji NW, w stawce 25 zawodników, Jarek Grygiel zajął dobre 9 miejsce (podobno jest bez formy), Adrian i Asia dotarli do mety w połowie stawki. Andrzej i Jarek Gałązka pobiegli w biegu na 10 km i uzyskali dobre czasy. Trasa w większości gruntowa, twarda i zmrożona, ale było też trochę asfaltu. Po zawodach mogliśmy posmakować pysznych ciast i innych smakołyków przygotowanych przez organizatorów.

Walentynki w Dąbrowie Górniczej

VIII Bieg Walentynkowy 

Dąbrowa Górnicza 10.02.19

Bieg Walentynkowy w Dąbrowie Górniczej nie mógł by się odbyć bez udziału Leśnych Ludków. W tym roku wystartowało nas czterech: Andrzej i Zbyszek P. w biegu i Adrian i Włodek w marszu NW, zabrakło chorego Janka. Trasa tradycyjna, pogoda super, nawet lodu i błota było niezbyt wiele. Sukcesów nie odnieśliśmy ani w rywalizacji sportowej, ani w konkursie z nagrodami. Większość Ludków wystartowała po męczącej sobocie, ale daliśmy radę przynajmniej ukończyć zawody. Fajnie, że mogliśmy spędzić czas zawodów i podróż z naszymi przyjaciółmi Ulą i Darkiem. Teraz spotkamy się 3 marca na ich terenie w Kłobucku.

Gra miejska w Jaworznie

Wczoraj – tylko we dwójkę z Jarkiem – wystartowaliśmy w kolejnej edycji Silesia Race, która odbyła się w Jaworznie,  tym razem w konkurencji Sportowa Gra Miejska.
Prognozy zapowiadały dzień iście wiosenny, ale szary poranek bynajmniej tego nie zwiastował. Dwa stopnie na plusie, zamarznięte po nocy kałuże i zimny wiatr nie zachęcały do startu. Zwłaszcza, że biegi na orientację mają to do siebie,  że człowiek porusza się zrywami:  zagrzeje na odcinkach przelotowych, a potem stygnie szukając punktu lub rozwiązując zagadkę.
Skoro jednak już dwa miesiące wcześniej opłaciliśmy udział, to teraz trzeba było zjeść tę żabę. W moim wypadku zresztą mówienie o bieganiu na orientację byłoby nadużyciem. Można było co najwyżej nazywać to truchtomaszerowaniem za mężem., który – jak słusznie przewidywałam – będzie coraz bardziej zirytowany moim tempem przemieszczania się.
Sportowa Gra Miejska startowała wspólnie z trasą rodzinną, która miała jednak do zaliczenia mniej punktów kontrolnych.  Po obejrzeniu mapy Jarek zdecydował się na strategię „zgodną ze wskazówkami zegara”, co oznaczało odwiedzenie najpierw punktów najbardziej oddalonych od centrum Jaworzna.
Na początku fajnie nam się biegło przez zielone tereny wokół Jaworzna, choć oczywiście dość szybko straciliśmy kontakt z liderami. Pierwszy problem pojawił się przy poszukiwaniach punktu nr 1, ale dokładne przyjrzenie się mapie i wskazówkom pozwoliło rozstrzygnąć wątpliwości.  W punkcie nr 2 szybko (aczkolwiek przy drobnej podpowiedzi dotyczącej rozpoznawania typów skamienielin) rozwiązaliśmy dwa zadania specjalne i po kilku łykach gorącej herbaty pomknęliśmy dalej.
Niestety, gdy już obiegliśmy dwie trzecie Jaworzna, mniej więcej na 13 kilometrze coś łupnęło mnie w kolanie i dalszy trucht był prawie niemożliwy. Wlokłam się z trudem za Jarkiem pocieszając  się jedynie, że większość biegania mamy już za sobą. Teraz czekało nas sporo punktów miejskich: a zatem znajdywanie w muzeum odpowiedzi na pytania o historię Jaworzna, proste zadania sprawnościowe w  klubie fitness, liczenie klatek schodowych w blokach i znajdowanie nazw rozmaitych zakładów usługowych.
Z wszystkim sobie poradziliśmy, pozostało nam jedynie dobiec do mety. Niestety, zamiast dokładnie przyjrzeć się mapie, zdecydowaliśmy się zasięgnąć języka u miejscowych. I tym sposobem niechcący zwiedziliśmy całkiem spory kawałek Jaworzna, niestety – nieszczególnie ciekawy i nadrobiliśmy niepotrzebnie dobre 5 km. No cóż, co nagle to po diable.
Ostatecznie jakoś dotarliśmy do szkoły, w której było biuro zawodów, prawdopodobnie jako dziewiąty zespół.
Organizacja zawodów – przynajmniej jeśli chodzi o konkurencję, w której uczestniczyliśmy – jak zwykle bez zarzutu. Fajna trasa, dobre mapy, pomysłowe – choć proste zadania, czyli wszystko, czego trzeba do dobrej zabawy.
Szkoda tylko, że moje kolano nie umiało tego docenić.

Leśne Ludki dla WOŚP

Na VII Biegu Policz się z cukrzycą rozegranym w Częstochowie zaprezentowały się trzy Leśne Ludki: Adrian, Janek i Włodek. Akurat ta trójka okazała się w ubiegłym roku najpracowitsza z Ludków(podobnie jak w 2017 roku) i zaliczyła w sumie 95 startów. Towarzyszyła nam również trójka kibiców: Agnieszka, Gosia i Kamil. Pogoda niezbyt nam sprzyjała, padał przelotny deszcz a trasa była śliska. Zdecydowanie najszybszym Ludkiem okazał się Janek. Adrian i Włodek z godnością dotarli do mety, bez upadków i nie na ostatnich miejscach. Kolejna tradycja została podtrzymana i oby za rok Ludki ponownie wzięły udział w tym biegu.

4. X-Sport POWER Silvesterlauf - Vösendorf, 31 grudnia 2018

W Sylwestra wspólnie z Kasią postanowiliśmy wystartować w zawodach odbywających się w okolicznej miejscowości Vösendorf koło Wiednia. Na biegaczy o godzinie 15 czekał dystans 10 km, a na kijkarzy (dwudziestu dwóch) dwa razy krótszy. Oboje wybraliśmy kijki. W dniu zawodów, rano na 9 musiałem iść do pracy. Okazało się, że o godzinie 13 ma mieć miejsce spotkanie sylwestrowe, więc lekko spóźniony wyszedłem na zawody o 13.30. Po dotarciu tramwajem w okolice startu o 14.11 zrobiłem sobie lekką, prawie 2-kilometrową przebieżkę, gdyż tylko do 14.30 było otwarte biuro zawodów. Na szczęście Kasia była wcześniej na miejscu i odebrała mój pakiet. Każdy otrzymał soczek, zapalniczkę, jakąś maść na zakwasy, maść do zębów (mam nadzieję, że mi się nie przyda!), radlera oraz małego szampana (z metalową zakrętką, chętni na pustą butelkę proszeni są o kontakt). Rozgrzewka dobrze na mnie podziałała. Początek i meta zawodów była na zamku.

Na starcie (wspólnym z biegaczami) nie zostałem jak zwykle z tyłu tylko próbowałem dogonić Kasię, która standardowo wystartowała jak rakieta. Trasa prowadziła po asfalcie, co utrudniało odpychanie się kijkami. Po około 500 metrach doszedłem do mojej ukochanej :) Wtedy spojrzałem na zegarek i zobaczyłem, że chwilowo idziemy w tempie 6:30. Trochę się przestraszyłem, że się zajedziemy na samym początku, ale zaraz potem wysunąłem się na prowadzenie i pognałem za inną zawodniczką z kijkami. Na początku pierwszego kilometra połknąłem ją. Jednak przez długi czas słyszałem jak dyszy za mną. Nie było innego wyjścia - musiałem przyspieszyć i zgubić przeciwniczkę. Udało mi się to zrobić na drugim kilometrze, gdy przez jakiś czas nie było asfaltu. Zostałem wtedy liderem wśród kijkarzy!

Natychmiast zacząłem dzielić skórę na niedźwiedziu i witać się z gąską. Po moich rozmyślaniach doszedłem do wniosku, że w końcu będę musiał napisać pierwszą relację. Zacząłem więc w głowie układać sobie plan opowieści. Udało mi się wyprzedzić dwie biegaczki, które miały z sobą telefon i puszczały głośno muzykę. To dodało mi nowych sił. Po chwili minął trzeci kilometr. Co jakiś czas kontrolowałem tempo na zegarku. O dziwo, nie słabło. Dzięki rozgrzewce nie czułem piszczeli. Na ostrym zakręcie w prawo zobaczyłem, że mam całkiem dużą przewagę nad drugą osobą. Na kolejnym zakręcie w prawo zobaczyłem też Kasię. Zbliżała się w szybkim tempie do drugiego miejsca. Czyżby więc szykował się sylwestrowy dublet Leśnych Ludków? Po jakimś czasie postanowiłem już tyle nie myśleć i zająć się maszerowaniem. Wkrótce zobaczyłem zamek i przyspieszyłem. Meta była już na wyciągnięcie ręki, należało tylko przejść przez zamek wyłożony czerwonym dywanem! Wpadłem na metę i poszedłem kibicować żonie.

Niestety, na ostatnich metrach wyraźnie osłabła, bo strata do drugiego miejsca znacznie się powiększyła. Jednak miejsce na podium - drugie wśród kobiet - to i tak duży sukces! Poszedłem pogratulować Kasi, jednak ona nie była w dobrym humorze. Okazało się, że sił miała pod dostatkiem, tylko osoba na drugim miejscu pod koniec zaczęła podbiegać i to dlatego tak jej odskoczyła. Przy okazji dostało się mojej technice, niezbyt wykorzystującej kije. Podobno na innych zawodach dostałbym sporo żółtych kartek. Musiałem odłożyć świętowanie zwycięstwa do momentu aż emocje opadną :) Wkrótce wyszliśmy na podium i odebraliśmy po szampanie. Z czasów jesteśmy bardzo zadowoleni. Ja z wynikiem netto 6:49 min/km pobiłem swój rekord, Kasia z 7:04 zanotowała jeden z lepszych występów.

Na końcu chciałbym podziękować doktorom Chrzanowskiemu, Bajerowi i Janeczko, którzy postawili mnie na nogi, oraz Kasi i Rodzicom za pomoc w dojściu do siebie. Bez nich nie byłoby dzisiejszego sukcesu!