Finał Jurajskiego Pucharu Nordic Walking - Olsztyn, 13 października 2012

O niekończących się podejściach i zrealizowanych planach

Na finał JPNW ostrzyliśmy sobie groty kijków już od trzech tygodni. Wcześniej sześciokrotnie wylewaliśmy pot i łzy na jurajskich szlakach. Dzisiejsza, ostatnia z tegorocznego cyklu impreza stanowić miała ukoronowanie naszych dotychczasowych starań.

Trasa zawodów zapowiadała się bardzo ciekawie. Pamiętając zeszłoroczne męczarnie na stromych olsztyńskich podejściach, przygotowani byliśmy na porządny wycisk. Wytyczona droga nie zawiodła naszych oczekiwań — czekało nas częste drapanie się pod sam zamek oraz brnięcie w głębokim piachu.

Przed zawodami Leśne Ludki czekała miła niespodzianka — zestaw koszulek startowych z obowiązkową nazwą klubu. Odziani w jaskrawą zieleń, wyróżniając się na tle innych kijkarzy, stanęliśmy na linii startu w pięcioosobowym składzie: Asia, Włodek, Jarek, Piotrek i ja. Każde z nas z własnym celem i starannie przemyślaną strategią. I oczywiście z kijkami — niekoniecznie nordikowymi, gdyż — jak się okazuje — kijki narciarskie też mogą skutecznie doprowadzić do mety.

Start zaskoczył wszystkich. Nie dlatego, że nastąpił nagle i niespodziewanie, lecz dlatego, że... niespodziewanie nie nastąpił. Odliczanie od dziesięciu zostało przerwane, gdy dotarliśmy do jedynki. Podnoszące adrenalinę, magiczne "start" zamarło nam na ustach, gdy prowadzący imprezę w ostatniej chwili zwerbował jeszcze jedną uczestniczkę zawodów. Drugie odliczanie przebiegło bez zakłóceń — i poszliśmy.

Z pierwszego rzędu wyrwałam się do przodu na tyle szybko, że musiałam odczekać parę sekund, by móc obejrzeć dobrze znane plecy najlepszych zawodników. Zaczęliśmy od długiego podejścia, co pozwoliło na rozciągnięcie całej grupy, a tym samym zapobiegło nie tak przecież rzadkim kolizjom i potknięciom. Moim celem, ustanowionym na długo przed zawodami, było zachowanie czwartej pozycji w generalce kobiet. Trzymałam się więc tuż za prowadzącymi zawodniczkami z Janowa, sapiąc jak pocharkująca lokomotywa. Podejście, piach, mały spadek na szóste miejsce, sapnięcie, oddech, kolejne podejście, piąta lokata, znowu góra, wdech, wydech, dół, góra... Pod koniec pierwszego okrążenia kawałek po płaskim, czyli w tej sytuacji chwila odpoczynku. I od nowa, góra, sapnięcie, jeszcze kawałek pod górę, czwarte miejsce, znowu pod górę (daleko jeszcze?), kawał po piachu, znów podejścia i zejścia. Ostatni kawałek... Prosto, płasko, czwarte miejsce w kieszeni. Wyprzedza mnie jeszcze dwóch zawodników, ale nie potrafię podjąć walki. Na metę wchodzę wkrótce po trzech zawodniczkach, z którymi i tak nie jestem w stanie rywalizować. Czyli plan minimum (czwarte w generalce) wykonany. Plan ambitny także, ponieważ czwarte miejsce w tych zawodach daje bardzo dużo satysfakcji.

Z pozostałymi Ludkami (zarówno startującymi jak i kibicującymi — wielkie dzięki za doping i zdjęcia!) spotkaliśmy się wkrótce potem przy linii mety. Nadwątlone siły wzmocniliśmy kiełbaskami z ogniska, które uważam za bardzo fajny pomysł organizatorów. Oczywiście przy nieładnej pogodzie ognisko pewnie nie wzbudziłoby entuzjazmu uczestników, my jednak mieliśmy mnóstwo szczęścia. Każdej edycji JPNW towarzyszyła słoneczna pogoda, a dzisiejsze widoki zamku i przepięknych, kolorowych lasów skąpanych w jesiennym słońcu były wprost bajkowe.

Finałowe zawody doczekały się iście finałowego zakończenia. Co prawda pogubiłam się kto i za co otrzymał puchar i nagrodę, ale to przecież nie jest istotnie. Ważne jest to, że dzięki staraniom organizatorów chyba nikt nie wrócił dziś do domu z pustymi rękami. Również każdy ze startujących Leśnych Ludków stanął na podium, odebrał dyplom, puchar lub nagrodę. A przede wszystkim godnie reprezentował żarecki klub, dumnie rozpościerając flagę Leśnych Ludków.

Bawiliśmy się świetnie na wszystkich zawodach z cyklu Jurajskiego Pucharu. Pomimo drobych niedociągnięć, których przecież nie da się całkiem wyeliminować, organizatorzy zasłużyli na piątkę z plusem. Wielkie dzięki za wspaniałą imprezę! Mam nadzieję, że w przyszłym roku będziemy się bawić co najmniej tak samo dobrze, jak bawiliśmy się podczas tegorocznego grand prix.

Dystans: ok. 4 km
Czas: 28'14"
Miejsce: 3 w kategorii K29, 4 wśród kobiet, 15 w ogóle (na 99)
Zdobycze: puchar i trochę słodyczy

Wyniki pozostałych Leśnych Ludków:

Asia: 32'23" (pierwsze miejsce w kategorii K59)
Jarek: 26'49'' (drugie miejsce w kategorii M59)
Włodek: 28'30'' (trzecie miejsce w kategorii M59)
Piotrek: 29'01" (czwarte miejsce w kategorii M29)

Ponadto A&J dostali nagrodę specjalną w kategorii "Para" dla najlepszego małżeństwa w całym cyklu zawodów. Gratulacje!

Pełne wyniki dostępne są na stronie JPNW.

Leave your comments

0 / 300 Character restriction
Your text should be less than 300 characters
Missing reCAPTCHA keys

Comments

  • No comments found