3 dni – 4 starty

Długi weekend 9-11 listopada umożliwił mi start aż w czterech biegach. Początkowo pomysł startu we wszystkich biegach wydawał się nieco szalony, lecz z każdym kolejnym dniem oswajałem się z napiętym harmonogramem długiego weekendu. Opracowana strategia zakładała, że najważniejszym biegiem będzie 2 Częstochowski bieg niepodległości a więc bieg nr 3. Wyżej wymienioną strategię konsekwentnie realizowałem krok po kroku a raczej bieg po biegu.
W sobotę 9 listopada zresztą jak w każdy szósty dzień tygodnia ja, Sławek oraz zaprzyjaźniony Michał Kozieł wystartowaliśmy w 23 odsłonie Parkrun Las Aniołowski. Plan na ten dzień zakładał lżejsze tempo aby zachować siły oraz świeżość na kolejne starty. 23 parkrun ukończyłem na 8 miejscu z czasem 23’21”. 25% startów za mną.
10-tego listopada startowałem wraz z liczną grupą LL w Nowym Broniszewie w biegu na 6km. Ostatecznie długość trasy oscylowała w granicach 6,18km. Plan na ten bieg zakładał poprawę czasu z roku poprzedniego (28’19”) lecz także z pewnym zapasem sił na „danie główne”. Płaska, bardzo szybka trasa oraz bardzo dobre warunki atmosferyczne zaowocowały dotarciem na metę na 18 miejscu na 76 startujących w biegu. Uzyskany czas okazał się lepszy o 1’32” niż w roku poprzednim i wyniósł 26’47”.
Pora na „danie główne” 2 Częstochowski bieg niepodległości. Jako, że byłem jedynym reprezentantem LL w tym biegu, to postaram się napisać parę zdań o samej imprezie. W porównaniu z rokiem poprzednim doszło do paru zmian w organizacji całego biegu. Dwiema najważniejszymi były zmiana lokalizacji na park Lisiniec oraz zmiana dystansu na 5km. Ze względu na charakterystykę trasy, limit startujących wynosił 300 osób.
Małe spóźnienie organizatorów przy zamykaniu listy startowej spowodowały, że zdążyły się zapisać i opłacić start 329 osoby. Trasa składała się z dwóch pętli po 2,5km i poprowadzona została w większości szutrowymi ścieżkami wokół zbiorników Adriatyk oraz Bałtyk. Start odbył się punktualnie o 11:11 po odśpiewaniu przez wszystkich zgromadzonych pełnego hymnu. 4 zwrotki dodały nam jeszcze więcej sił i wystartowaliśmy. Trasa okazała się płaska i bardzo szybka. Różnica wysokości na jednej pętli 2,5km wynosiła zaledwie 11m. Głównym
problemem trasy okazała się jej szerokość. Wąskie ścieżki spowodowały dla praktycznie całej stawki niezwykle duży ścisk tuż po starcie. Pomysł ustawienia się w pierwszych rzędach na starcie okazał się strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu udało mi się zniwelować wadę wąskiej trasy do minimum i skupić się na realizacji opracowanej strategii. Jako, że był to dla mnie najważniejszy bieg, cele były postawione wysoko. Cel główny wokół którego zbudowałem całą strategię zakładał złamanie 22 minut. Cel dodatkowy, oznaczyłem sobie w głowie jako abstrakcyjny. Wynosił on złamanie 21’30”. Hymn odśpiewany, adrenalina już chce się wydostać na zewnątrz, START! Kolejne metry pokonywałem w pełni skupiony nie zwracając uwagi na osoby wokół mnie. Wszystkie aspekty fizyczne jak i psychiczne współpracowały ze sobą jak szwajcarski zegarek. Cały dystans biegu przemierzałem na tzw. limicie. Pierwsze okrążenie (2,5km) za mną z czasem 11’02” czyli na granicy realizacji celu głównego. Pora na drugie, ostatnie. Czas leciał bardzo szybko i już po chwili znalazłem się przed ostatnim zakrętem a potem tylko prosta do mety. Będąc już na ostatnich metrach widziałem zegar przy linii mety i już wiedziałem, że jest dobrze. Bardzo dobrze. Bieg ukończyłem z czasem 21’40”. Cel główny zrealizowany z zapasem a do celu abstrakcyjnego zabrakło niewiele. Na długą świętowanie nie było zbyt dużo czasu ponieważ trzeba było szybko zjeść ciepły posiłek a następnie dotrzeć do samochodu i razem z Łukaszem oraz Sławkiem udać się do Pajęczna na kolejny bieg. VI Pajęczański bieg niepodległości. Po dotarciu do Pajęczna sprawdziłem dostępne już wyniki biegu z Częstochowy. Na 329 startujących do mety dotarłem na bardzo wysokim 35 miejscu. Kolejny sukces, lecz z radością trzeba się jeszcze wstrzymać. W 2 Częstochowskim biegu niepodległości wystartował także Michał Kozieł, który dotarł do mety z czasem 23’53”. Swoje założenia zrealizował z zapasem 7 sekund.
Ostatni bieg przede mną. Trasa w Pajęcznie regulaminowo liczyła 5km. Rzeczywistość okazała inna od tej na papierze i trasa liczyła 5,34km. Ostatkiem sił pokonałem cały dystans i dotarłem do mety z czasem 24’20”. Odejmując czas potrzebny na pokonanie dodatkowych 340 metrów, na dystansie równych 5km uzyskałem 22’48”. Teraz można cieszyć się z uzyskanych wyników i tego, że udało mi się pokonać dystans czterech
różnych biegów w 3 dni.

Leave your comments

0 / 300 Character restriction
Your text should be less than 300 characters
Missing reCAPTCHA keys

Comments

  • No comments found