VII Grand Prix Krakowa w biegach górskich.

Za namową Jarka Gałązki postanowiliśmy wystartować w Krakowie. Do wyboru było albo 11,6 km albo 23,2 km ( były też mniejsze dystanse ale to nie dla LL).

Jarek - przebieg już kilka razy tą trasę  - postanowił zmierzyć się z najdłuższym dystansem. Ja z Markiem postanowiłem nie szaleć. Profil trasy wzbudzał szacunek.

Wybraliśmy połowę czyli 11,6 km. Pogoda świetna - około 9 stopni - pochmurno, brak wiatru. My wystartowaliśmy o 10.40 a Jarek o 11.20. Trasa prowadziła ścieżkami Lasu Wolskiego, wokół Kopca Piłsudskiego. Bieg był ostatnim z cyklu pięciu biegów rozpoczętych w październiku 2018. Zaraz po starcie pierwszy podbieg, potem zbieg. I tak przez całą trasę. 

Zbiegi były karkołomne - błoto, śliskie liście, korzenie drzew. Podbiegi tak strome, że to były raczej podchody całego szeregu startujących. Niby tylko 11,6 km a miałem dosyć. Nie jestem zwolennikiem biegów górskich ale jak w tym przysłowiu o Cyganie - dla towarzystwa... Niedaleko meta, ale nie ma tak lekko - oczywiście pod górkę. Za chwilę Marek. Czasy nie powalają ale tu nie dało się robić życiówek. Idziemy do biura zawodów. Kawa, herbata, banan. Grzejemy się i wracamy na metę kibicować Jarkowi. Wreszcie dociera i on. Mimo zmęczenia - uśmiech na twarzy. Prysznic i powrót do domu.

Leave your comments

0 / 300 Character restriction
Your text should be less than 300 characters
Missing reCAPTCHA keys

Comments

  • No comments found