4. X-Sport POWER Silvesterlauf - Vösendorf, 31 grudnia 2018

W Sylwestra wspólnie z Kasią postanowiliśmy wystartować w zawodach odbywających się w okolicznej miejscowości Vösendorf koło Wiednia. Na biegaczy o godzinie 15 czekał dystans 10 km, a na kijkarzy (dwudziestu dwóch) dwa razy krótszy. Oboje wybraliśmy kijki. W dniu zawodów, rano na 9 musiałem iść do pracy. Okazało się, że o godzinie 13 ma mieć miejsce spotkanie sylwestrowe, więc lekko spóźniony wyszedłem na zawody o 13.30. Po dotarciu tramwajem w okolice startu o 14.11 zrobiłem sobie lekką, prawie 2-kilometrową przebieżkę, gdyż tylko do 14.30 było otwarte biuro zawodów. Na szczęście Kasia była wcześniej na miejscu i odebrała mój pakiet. Każdy otrzymał soczek, zapalniczkę, jakąś maść na zakwasy, maść do zębów (mam nadzieję, że mi się nie przyda!), radlera oraz małego szampana (z metalową zakrętką, chętni na pustą butelkę proszeni są o kontakt). Rozgrzewka dobrze na mnie podziałała. Początek i meta zawodów była na zamku.

Na starcie (wspólnym z biegaczami) nie zostałem jak zwykle z tyłu tylko próbowałem dogonić Kasię, która standardowo wystartowała jak rakieta. Trasa prowadziła po asfalcie, co utrudniało odpychanie się kijkami. Po około 500 metrach doszedłem do mojej ukochanej :) Wtedy spojrzałem na zegarek i zobaczyłem, że chwilowo idziemy w tempie 6:30. Trochę się przestraszyłem, że się zajedziemy na samym początku, ale zaraz potem wysunąłem się na prowadzenie i pognałem za inną zawodniczką z kijkami. Na początku pierwszego kilometra połknąłem ją. Jednak przez długi czas słyszałem jak dyszy za mną. Nie było innego wyjścia - musiałem przyspieszyć i zgubić przeciwniczkę. Udało mi się to zrobić na drugim kilometrze, gdy przez jakiś czas nie było asfaltu. Zostałem wtedy liderem wśród kijkarzy!

Natychmiast zacząłem dzielić skórę na niedźwiedziu i witać się z gąską. Po moich rozmyślaniach doszedłem do wniosku, że w końcu będę musiał napisać pierwszą relację. Zacząłem więc w głowie układać sobie plan opowieści. Udało mi się wyprzedzić dwie biegaczki, które miały z sobą telefon i puszczały głośno muzykę. To dodało mi nowych sił. Po chwili minął trzeci kilometr. Co jakiś czas kontrolowałem tempo na zegarku. O dziwo, nie słabło. Dzięki rozgrzewce nie czułem piszczeli. Na ostrym zakręcie w prawo zobaczyłem, że mam całkiem dużą przewagę nad drugą osobą. Na kolejnym zakręcie w prawo zobaczyłem też Kasię. Zbliżała się w szybkim tempie do drugiego miejsca. Czyżby więc szykował się sylwestrowy dublet Leśnych Ludków? Po jakimś czasie postanowiłem już tyle nie myśleć i zająć się maszerowaniem. Wkrótce zobaczyłem zamek i przyspieszyłem. Meta była już na wyciągnięcie ręki, należało tylko przejść przez zamek wyłożony czerwonym dywanem! Wpadłem na metę i poszedłem kibicować żonie.

Niestety, na ostatnich metrach wyraźnie osłabła, bo strata do drugiego miejsca znacznie się powiększyła. Jednak miejsce na podium - drugie wśród kobiet - to i tak duży sukces! Poszedłem pogratulować Kasi, jednak ona nie była w dobrym humorze. Okazało się, że sił miała pod dostatkiem, tylko osoba na drugim miejscu pod koniec zaczęła podbiegać i to dlatego tak jej odskoczyła. Przy okazji dostało się mojej technice, niezbyt wykorzystującej kije. Podobno na innych zawodach dostałbym sporo żółtych kartek. Musiałem odłożyć świętowanie zwycięstwa do momentu aż emocje opadną :) Wkrótce wyszliśmy na podium i odebraliśmy po szampanie. Z czasów jesteśmy bardzo zadowoleni. Ja z wynikiem netto 6:49 min/km pobiłem swój rekord, Kasia z 7:04 zanotowała jeden z lepszych występów.

Na końcu chciałbym podziękować doktorom Chrzanowskiemu, Bajerowi i Janeczko, którzy postawili mnie na nogi, oraz Kasi i Rodzicom za pomoc w dojściu do siebie. Bez nich nie byłoby dzisiejszego sukcesu!

Leave your comments

0 / 300 Character restriction
Your text should be less than 300 characters
Missing reCAPTCHA keys

People in this conversation

Comments (1)