Maraton Jurajski

Szczerze? Nie chce mi się pisać. Po intesywnym tygodniu leżenie w łóżku jest tym, co tygrysy (czyli ja) lubią najbardziej. Ale w końcu zaliczyliśmy półmaraton, co dawno nam sie nie przytrafiło, więc marsz do pióra. Zapisałem sie na zawody ponad miesiąc temu i chyba trochę wymusiłem na swojej połowicy podobną decyzję. Od trzech dni żałowałem tego, bo Aśka mówiła w domu tylko o tym, że zabłądzi, że nie dojdzie do mety, i że w ogóle to bez sensu. Bez sensu to było, bo nie byłiśmy przygotowani na połówkę królewskiego dystansu, ale ile głupich decyzji człowiek podejmuje w życiu? Medal za ukończenie marszu powinienem dostać już dzisiaj rano. Aśce spodobał się mój biegowy plecak, wiec od rana były podchody po niego. Jak już zgodziłem się oddać plecak, to spodobały jej się pasy biodrowe, które chciałem zabrać. Oddałem jej pasy. Maszerowałem z plecakiem. Postarszyła mnie jeszcze, że będzie do mnie dzwonić, jak zabłądzi. Tak jakbym jej mógł w lesie jakkolwiek pomóc. Start przyjąłem z nieukrywaną radością. Wszystko szło dobrze do 11 kiliometra. Tam zgubiłem trasę. Poczekałem 3,5 minuty na następnego zawodnika, ale on też nie miał pojęcia którędy do mety. Tak więc błądząc po omacku (trochę jak Karusek), ze spuszczoną głową powoli (jak u Broniewskiego), dotarłem do mety. Zamiast 21 km z kawałkiem przeszedłem ponad 22. Zgłosiłem na mecie organizatorom, że szedłem około 5 km inną, niż oni wyznaczyli trasą i powiedziałem im, że powinni mnie zdyskwalifikować, ale stwierdzili, że za dołożenie sobie kilometra nie dyskwalifikują. Mój gps pokazał ponad 22 km. Aśka dotarła do mety w bardzo dobrej formie, co mnie bardzo ucieszyło i było dobrą wróżbą na resztę dzisiejszego dnia. Nie czekaliśmy na dekorację, bo przecież w domu zostały opuszczone przez właścicieli koty. Na koniec chciałbym podziękować (ponoć to ostatnio bardzo modne): zespołom Queen, Perfect, Varius Manx oraz Małgorzacie Ostrowskiej, Edith Piaf, Arturowi Andrusowi oraz innym, którzy dzielnie mi przygrywali w czasie dzisiejszych zawodów. Słuchałem jeszcze mojej ulubionej Przeżyj to sam, choć ze względu na ostatnie zachowanie się lidera Lombardu Stróżniaka, powinienem ten utwór wyrzucić ze smarfona. Całym sercem w sporze ww z M. Ostrowską jestem po stronie tej ostatniej.

Leave your comments

0 / 300 Character restriction
Your text should be less than 300 characters
Missing reCAPTCHA keys

People in this conversation

Comments (1)

  • Guest (hosting)

    http://lamoveis.com/images/cheap-hosting-64485.jpg