Bieg Strażnicy Jurajskiej w Przewodziszowicach.

Trzeci – dla mnie - bieg w tym roku jurajskimi ścieżkami zapowiadał się niezwykle ekstremalnie. Oprócz niezwykle wymagającej trasy dodatkowym utrudnieniem miały być iście afrykańskie temperatury, które przez cały tydzień poprzedzający bieg występowały w całym kraju. Na nasze szczęście w sobotę temperatura znacznie odpuściła. W czasie startu – godz. 15.00 – było tylko około 20 stopni. Po przyjeździe na start zastałem już na miejscu pozostałą ekipę LL. Nordikowcy i Zbyszek mieli do pokonania tylko 5 km a ja 10 km. Kilkanaście metrów po starcie skręt w prawo i od razu pierwszy – około 200 m – podbieg. Na szczycie poczułem, że to nie będzie mój dzień. Następnie zaczęły się zbiegi i podbiegi polnymi i leśnymi ścieżkami, miedzami i wykrotami zaoranych pól. Następny podbieg musiałem pokonać marszem. Na trasie pojawili się piastowscy wojowie, którzy wśród krętych, leśnych ścieżek wskazywali kierunek. Kilkaset metrów asfaltu i ponowny wbieg na górę początku drugiej pętli. I znowu to samo wycieńczające drugie kółko. Wreszcie kompletnie zmęczony wpadam – ha, ha wpadam, raczej wczłapiam – na metę na Strażnicy w Przewodziszowicach. Reszta LL już na mecie posila się pieczoną kiełbaską. To był mój najcięższy bieg w tym roku i najwolniejsza dyszka w mojej karierze. Jednak po chwili odpoczynku i posileniu się humor powrócił. Po skałą Strażnicy odbywał się Piknik Rycerski. Wojowie w szyku bojowym, żegnani przez białogłowy ruszyli w pole do walki. My zaś posileni, napojeni – poza kierowcami - żareckim piwem ruszyliśmy do domu.

Leave your comments

0 / 300 Character restriction
Your text should be less than 300 characters
Missing reCAPTCHA keys

People in this conversation

Comments (5)