Letnia Atrakcyjna Tortura Orientacyjna

Co prawda w ramach „dobrej zmiany” postanowiłam zaprzestać pisania, jednak wyjątkowo, za namową Jarka – bo przecież mężowi się nie odmawia – postanowiłam zdać relację z imprezy, w której wczoraj wzięliśmy udział. A to dlatego, że impreza mało wśród Leśnych Ludków popularna, a warta polecenia.  Mam na myśli bieg na orientację, a konkretnie organizowane przez Zabieganych KKinO nr 11 "L.A.T.O." , czyli Letnią Atrakcyjną Torturę Orientacyjną. 
W piątkowe popołudnie można było sobie pobiegać z mapą po Częstochowie na krótszej (teoretycznie 5 km) lub dłuższej (podobno 10 km)  trasie, tropiąc po drodze lampiony i rozwiązując zagadki. Ponieważ była to dla nas z Jarkiem pierwsza przygoda z tego typu zawodami, wybraliśmy trasę krótszą. Dostaliśmy mapę, kartę kontrolną i ogólne instrukcje, czego mamy się spodziewać. Dwu- lub trzyosobowe drużyny startowały co dwie minuty z Parku Narutowicza. Większość zawodników miała nad nami przewagę, nie tylko wieku i sprawności, ale także pewnego doświadczenia z tego typu zabawą, a przede wszystkim znajomości Częstochowy. No tak, ja pracuję w tym mieście ponad trzydzieści lat, ale w wielu miejscach, które przy okazji tego biegu odwiedziliśmy, byłam po raz pierwszy w życiu – od samego parku zaczynając.
Wszystko to jednak wcale nas nie zniechęcało, bo przecież nie pojechaliśmy wygrywać, tylko dobrze się bawić. A zabawa istotnie była przednia! Naszym zadaniem było odszukanie zaznaczonych na mapie miejsc, w których ukryte były lampiony zawierające dziurkacz i przedziurkowanie za jego pomocą odpowiedniej rubryki na karcie kontrolnej. W dwóch miejscach czekały na nas zadania specjalne – rozwiązanie zagadki matematycznej i ułożenie słowa ze znalezionych liter. Nie do końca zrozumieliśmy zasady dotyczące limitów czasowych i z tego powodu nabiliśmy niepotrzebnie dużo punktów karnych. Ostatecznie zajęliśmy w naszej kategorii trzecie miejsce na pięć drużyn, co i tak należy uznać za sukces 
Nauczyliśmy się trochę na własnych błędach, wiemy już, że warto zabrać długopis i koszulkę na mapę w razie deszczu (a takowy właśnie wystąpił i czynił mapę coraz mniej czytelną), a przede wszystkim warto najpierw zoptymalizować sobie trasę, a nie ganiać w kółko, jak Karusek, bo tym sposobem pokonaliśmy nie 5, ale prawie 11 km i straciliśmy mnóstwo  czasu szukając nie tyle lampionów, ile przejść przez Wartę i przez trasę szybkiego ruchu.
Zabawa nam się jednak tak spodobała, że z niecierpliwością będziemy wyczekiwać następnej edycji KKinO. Zwłaszcza, że – jak zawsze u Zabieganych – i atmosfera, i organizacja były fantastyczne.

Leave your comments

0 / 300 Character restriction
Your text should be less than 300 characters
Missing reCAPTCHA keys

People in this conversation

Comments (3)