X Bieg Częstochowski

Relacja z X Biegu Częstochowskiego dotyczy tylko mojego w nim startu. Ludków startowało teoretycznie sporo, ale po przejrzeniu listy wyników mam spore wątpliwości co do tożsamości kilku z nich. Liczę, że pozostałe, prawdziwe Ludki napiszą swoje wrażenia z tego pięknego biegu. Jubileusz Biegu Częstochowskiego był również moim jubileuszem. Jako jeden z 41 zawodników wystartowałem we wszystkich biegach (Andrzejowi zabrakło startu z 2010 roku). Tylko ze względu na ten jubileusz spróbowałem pokonać wymagającą trasę tych zawodów. Piszę „pokonać” bo o bieganiu nie mogło być mowy. Od udanego startu w Bochni spotykają mnie same plagi. Najpierw przeziębienie i dwa tygodnie bez ruszania się, potem uraz pośladka prawej nogi podczas Biegu z Jajami w Lublińcu. Stojąc na starcie zastanawiałem się czy przetrwam chociaż jeden kilometr. Ból obydwu nóg nie pozwalał na nic oprócz czołgania się po trasie. Każdy kilometr bliżej mety to był wielki sukces. Jak dotarłem na ostatnią prostą w III Alei NMP byłem pewny, że chociażby na czworakach ale metę osiągnę. Ukończenie tej dyszki jest większym sukcesem od wielu moich rekordów. Start w takim stanie zdrowia był głupotą, ale nigdy bym sobie nie darował, że nie powalczyłem. Nie byłem ostatni, wielu zdrowych było za mną, w limicie czasu się zmieściłem. Organizacja imprezy jak zawsze u Zabieganych perfekcyjna. Medal, koszulka, plecak bardzo fajne. Ja dostałem dodatkowo woreczek reklamowy Calypso z ręcznikiem. Zamknąłem piękną historię, bo pewnie już nie wystartuję w tym kultowym już biegu. Ale jak to będzie życie pokaże. Dziękuję Agnieszce i Adrianowi Błaszczykom za gościnę udzieloną Ludkom. Spotkanie nowych władz klubu było bardzo owocne. Podziękowania również dla kibiców za wsparcie na trasie.

Leave your comments

0 / 300 Character restriction
Your text should be less than 300 characters

People in this conversation

Comments (2)