Zaległe relacje Włodka

Złoty Potok 24.10.
   W przedostatnią sobotę października Złoty Potok gościł uczestników kolejnych Mistrzostw Powiatu Częstochowskiego w Nordic Walking. Ludki startowały w dość licznym, pięcioosobowym składzie.  Przy jesiennej pogodzie ruszyliśmy z Orlika na krótką, bo nieco ponad 3-kilometrową trasę. Start był trochę skomplikowany, a ja jak zawsze pałętałem się w ogonie stawki. Przez to o mało nie zostałem przebity kijkiem przez jakiegoś ciamajdę, który podnosząc bidon wystawił ostrze kijka prosto na mój brzuch. Ledwo uszedłem z życiem i ruszyłem w pogoń za uciekającymi rywalami. Adrian, Piotrek i Kasia po wymaszerowaniu ze stadionu byli daleko przede mną. Tylko Kamil maszerował z tyłu spokojnym tempem. Po pewnym czasie zacząłem odrabiać straty do wyprzedzających mnie Ludków. Na drugim okrążeniu w pewnym momencie maszerowaliśmy w niewielkiej odległości w dwóch parach Piotrek z Kasią i Adrian ze mną. Przy wejściu na stadion Piotrek zaliczył glebę, co było konsekwencją marszu z rozwiązaną sznurówką. Na szczęście nic się nie stało i razem z Kasią wmaszerowali na metę a ja tuż za nimi. Adrian dotarł kilkanaście sekund za nami tuż za jednym z Zabieganych. Kamil spisał się całkiem przyzwoicie. Większość z nas znalazła się na podium w bliżej nie określonych kategoriach. Po marszu zostaliśmy porządnie napojeni i nakarmieni przez organizatorów z zaprzyjaźnionego klubu ULKS RUN Podkowa Janów. Rewelacją zawodów był Piotrek, który wystartował po cztero i półmiesięcznej przerwie i był najszybszy z nas, chociaż protokół z zawodów mówi nieco inaczej. Kibicował nam Zbychu Stęplowski, któremu pogratulowaliśmy znakomitego startu w Maratonie Poznańskim, gdzie złamał granicę 3 godz. i 20 minut, bijąc rekord życiowy i rekord Ludków.


Bełchatów 22.11.
   Start w Bełchatowskiej Piętnastce dla Ludków to już siedmioletnia tradycja. Tym razem nasza reprezentacja było tylko dwuosobowa – Kasia i ja. Na 5 km startował nieoficjalnie Kuba Woźniak, kandydat na Leśnego Ludka. Za to kibiców mieliśmy bardzo liczną ekipę. Bazę mieliśmy tradycyjnie u Państwa Włodarczyków. Mogliśmy się tam przebrać, wykąpać po biegu i zostaliśmy nakarmieni do syta a nawet więcej. Bieg odbył się przy ładnej pogodzie, chociaż wiaterek był chłodny. Pierwsze z trzech okrążeń potraktowałem na rozpoznanie moich skromnych sił. Podobno nie wyglądałem za dobrze po jego ukończeniu, ale ja tak już mam. W połowie trasy zaczęło mi dokuczać kolano i na 9 kilometrze ledwo pokonałem podbieg. Ale jakoś rozruszałem złośliwy staw i na końcu drugiej pętli było prawie ok. Tempo utrzymałem do końca i dobiegłem na fajnym bo 666 miejscu na ponad 900 uczestników, którzy ukończyli zawody. Jak na nędzne treningi nie było tak źle. Kasia dotarła do mety niewiele za mną. Też słabo trenowała z powodu urazu. Fajnie, że dala się namówić na ten start, bo miałbym problem z dotarciem do Bełchatowa. A w ubiegłym roku liczba Ludków startujących w Piętnastce była kilkukrotnie większa (krysys !). Może za rok stawimy się liczniej, bo warto.

Blachownia 29.11.
   Tradycyjne podsumowanie sezonu miało miejsce w gościnnej Blachowni. Jak zawsze każdy z uczestników musiał się trochę spocić. Tym razem trasa była dość krótka ok. 3 km. Ludki powalczyły i na mecie Łukasz zajął pierwsze miejsce, za nim dobiegł Sławek a niewiele później Zbyszek. Adrian, Kamil i ja zamykaliśmy stawkę biegaczy a Zygmunt przymaszerował jako najszybszy nordikowiec. Najfajniejsze były oczywiście rozmowy przy ognisku na którym piekliśmy kiełbaski. Były też pyszne ciasta i inne frykasy, nawet ptasim mleczkiem częstował nas Jacek Chudy.  Z żalem żegnaliśmy się z przemiłymi gospodarzami, oraz przyjaciółmi z Częstochowy i Kłobucka. Z niektórymi spotkamy się niedługo w Strzelcach Opolskich na kolejnej piętnastce.


Leave your comments

0 / 300 Character restriction
Your text should be less than 300 characters
Missing reCAPTCHA keys

Comments

  • No comments found