Relacje z zawodów

Mistrzostwa Częstochowy w NW

W Mistrzostwach Częstochowy  NW Ludki wystartowały w czteroosobowym składzie. Janek i Zygmunt walczyli o medale na profesjonalnym dystansie 10 km. Janek tym razem otarł się o podium zajmując czwarte miejsce w kategorii wiekowej. Zygmunt w dobrym czasie i świetnej formie dotarł do mety. Adrian i Włodek zmierzyli się z trasą 5 kilometrową w kategorii amatorów. Wstydu nie przynieśli zajmując 5 i 9 miejsca w kategorii open (ukończyło 88 zawodników). Nagrodą za walkę w upale były dwa żyrandole wylosowane przez Adriana i Janka.
PS. Ostatnie dwa weekendy przyniosły rekordy Ludków w aktywności startowej. W Olsztynie punktowało 13 naszych zawodników (wyrównany rekord z 2013 roku z Myszkowskiego Biegu Pięciu Stawów). Weekend 9-10 czerwca zapisał się udziałem w aż pięciu zawodach, co jest absolutnym rekordem klubu w historii.

Parafialny Bieg Uliczny

Po 8 latach przerwy postanowiłem ponownie wystartować w Parafialnym Biegu Ulicznym św.Urbana w miejscowości Strzebiń na dystansie 10 km. Pomógł mi w podjęciu decyzji nasz przyjaciel Marek Nędza, który po dłuższym okresie nieobecności - spowodowanej kłopotami zdrowotnymi - wraca na biegowe trasy. Na miejsce dotarłem wspólnie z Markiem o godz. 13.00. Zastaliśmy tam już Zygmunta z Jankiem, którzy mieli wystartować w NW na 7 km. Z poprzednich moich dwóch startów na tej trasie zapamiętałem niezwykle przyjacielską atmosferę i serdeczność organizatorów. Ponadto przyciągała kameralność tego biegu, dużo znajomych i przyjaciół. Bieg rozpoczął się - tradycyjnie - krótką modlitwą przed kościołem parafialnym i o godz. 14.00 ruszyliśmy. Najpierw niewielka pętelka w okolicy biura zawodów a potem długa, około 3 km lekko wznosząca się prosta wśród okolicznych pól i łąk. Podbieg, wysoka temperatura oraz całkowity brak cienia spowodowały, iż po kilku kilometrach zaczęło być ciężko. Na 3 km strażacy zorganizowali kurtynę wodną, która trochę łagodziła upał. Po ok. 5.500 m nastąpił nawrót i miało być z górki. Taką miałem nadzieję mozolnie pokonując podbieg. Jednak jakoś wcale nie było lżej. Ponownie kurtyna wodna , punkt z wodą i prosta do mety. Orgi zabezpieczyli prysznic w pobliskiej szkole, który po tym wysiłku był prawdziwym balsamem. Na mecie czekała olbrzymia porcja bigosu. Wkrótce dotarli Janek z Zygmuntem i Marek.Po wywieszeniu wyników czekała mnie wielka niespodzianka. Okazało się, iż z moim słabym czasem - 46.56 - zająłem I miejsce wśród 10 rywali w mojej kategorii wiekowej. Podobnie spisał się Janek, który wygrał swoją kategorię a Zygmunt był o włos od podium. Do III miejsca zabrakło mu kilkanaście sekund. Niezwykle zadowoleni czekaliśmy jeszcze na losowanie nagród, wśród których tradycyjnie były dwa rowery. Niestety i tym razem - jak w poprzednich latach - się nie udało. Mimo to start był niezwykle udany i będziemy go wspominać z zadowoleniem.

Marszobieg w Olsztynie

W minioną niedzielę 3 czerwca liczna reprezentacja LL gościła w Olsztynie, by wystartować w XXIII edycji popularnego w okolicy Marszobiegu „Na Jurajskim Szlaku”. Na malowniczej, 7–kilometrowej trasie, w pobliżu zamku, do walki ze swoimi słabościami stanął cały obecnie urzędujący Zarząd, a ponadto legendarny i charyzmatyczny eks Prezes Włodek oraz Asia, Kasia, Jarek, Piotrek, Janek, Zygmunt, Kamil, Zbyszek P. i przyjaciele klubu. Leśne Ludki odcisnęły swój zauważalny ślad na tej imprezie. Nasz klubowy kolega, Zygmunt Pasek, został uhonorowany przez organizatorów zawodów nagrodą dla najstarszego zawodnika tegorocznej edycji. Serdecznie gratulujemy formy, której wielu weteranów sportu może pozazdrościć! Powody do radości z kolejnego startu w tym sezonie może mieć Prezes Sławek. Z czasem 33’29, ustanowił swój nowy rekord na tej trasie, pobijając dotychczasową życiówkę o równe 20 sekund (czas 33’49 z 2014 roku). To kolejny świetny wynik wybiegany tym sezonie. Ekipa LL trzyma kciuki za następne starty.

Bieganie nad Wartą

W ubiegłą (gorącą i słoneczną) niedzielę 13 maja Prezes Sławek razem ze Zbyszkiem S. i młodym wilkiem – Michałem, wybrali się do Działoszyna aby zgodnie z hasłem biegu „pobiegać nad Wartą”. IX edycja Działoszyńskiej Dziesiątki dla Sławka, Zbyszka i Michała była pierwszym startem na tamtejszej trasie. Debiutanci zaprezentowali się rewelacyjnie. O „błysk szprychy” Sławek wygrał rywalizację ze Zbyszkiem, uzyskując jeden z lepszych czasów w swojej karierze – 46’55 i meldując się równo na setnym miejscu. Kto wie, być może
rok 2018 przyniesie dla nowego Prezesa nowy rekord życiowy? Zbyszek S. zamknął swoją dychę w czasie równym 47’00 zajmując lokatę 101. Powody do radości ma również Michał, który do domu wrócił nie tylko z koszulką i pamiątkowym medalem, ale także nową życiówką na dystansie 10 km - 50’43. Wszystko wskazuje na to, że bariera 50 minut jeszcze w tym sezonie może zostać pokonana. Skauci LL już pracują nad transferem tego zawodnika do Klubu.

Z Siódemką na Siódemkę - 2018

W słoneczną niedzielę 6 maja razem z Tatą (Sławkiem) i przyjaciółmi Klubu Zbyszkiem Stęplowskim i Michałem, startowaliśmy w kameralnych, dzielnicowych zawodach organizowanych przez częstochowską szkołę podstawową nr 7. W tym roku to już V edycja Biegu „Z Siódemką na Siódemkę” i kolejny rekord frekwencji wśród miłośników biegania. Jak co roku, Bieg Główny na 7 km był poprzedzony wyścigiem na 1 km, w którym – co było dodatkowym smaczkiem – brali udział ambasadorzy imprezy a poza tym olimpijczycy, Małgorzata Rydz i Kuba Jelonek. Podczas gdy inni próbowali swoich sił w zmaganiach na kilometr, ekipa LL przygotowywała się do startu  na siedem razy dłuższym dystansie. Punktualnie o 14:30 ruszyliśmy na trasę prowadzącą przez ulice dzielnicy Raków. Trasa na którą składały się trzy ponad 2-kilometrowe pętle okazała się dość zróżnicowana, podbiegi na początkowym etapie pętli, na końcu były rekompensowane przez długi zbieg na którym można było zregenerować cenne siły. Na metę dobiegłem na 16. miejscu, jako drugi z Naszej biegowej ekipy przybiegł Zbyszek Stęplowski, a tuż za nim uplasował się Sławek. Na okrągłym setnym miejscu przybiegł Michał, który na swoim koncie ma coraz więcej startów i ambitne biegowe plany na przyszłość. Lekko zmęczeni, ale usatysfakcjonowani wróciliśmy do domów z nowymi, sportowymi doświadczeniami.

Bieg Jurajskich Ścieżek w Żarkach

15 kwietnia 2018 po raz piaty wystartował Bieg Jurajskich Ścieżek. Leśnych reprezentowało trzech zawodników: Zygmunt i Janek w NW i Andrzej w biegu. Do pokonania było 10 km z kijami oraz 10 lub 15 km biegu. Janek miał zaliczone wszystkie starty w tym biegu, dla Zygmunta był to trzeci start a dla mnie debiut. Wybrałem dystans 15 km. W pierwszej kolejności o 10.10 wystartowali zawodnicy da 15 km, potem na 10 i na końcu NW. I zaczęło się: na zmianę góra i dół. Temperatura nie ułatwiała zadania – było około 20 stopni. Na szczęście dużo odcinków wiodło leśnymi ścieżkami. Cała trasa po asfalcie. Wokół budziła się wiosna, ale zlany potem po kolejnych pagórkach nie wiele mogłem z niej cieszyć. Z upływem czasu zacząłem sobie zadawać pytanie: czemu nie wybrałem 10 km? Byłoby o 1/3 mniej męczarni. Pod koniec trasy dołączyliśmy do zmierzających do mety zawodników NW. Zaraz za mą finiszował Janek i Zygmunt. Jankowi udało się załapać na podium, na II miejsce. Zygmunt też miałby pewne pudło ale w NW kategorie były co 20 lat – od 60 wzwyż. Na mecie czekał na nas oryginalny, wykonany z gliny medal oraz pyszna zupa jarzynowa lub krupnik.

Pólmaraton w Dąbrowie Górniczej

Po kilkuletniej nieobecności ponownie wystartowałem 8.04.2018 w półmaratonie w Dąbrowie Górniczej. Tradycyjnie razem z Markiem, który w tej imprezie ma więcej startów niż ja. I jak w większości startów w tym biegu był ten sam dylemat: jak przebiec w sobotę dyszkę w Częstochowie aby dać radę w niedzielę w Dąbrowie Górniczej. I mimo, iż obiecywałem sobie aby start w Częstochowie potraktować na luzie to w niedzielę czułem go w nogach. Do Dąbrowy wyruszyliśmy o godz. 8.00. Na miejscu udało się nam znaleźć miejsce do zaparkowania i bez kolejki odebraliśmy pakiety startowe. O 9.45 wyruszyliśmy podstawionymi przez organizatora autobusami na start do Ujejsca. Na miejscu krótka rozgrzewka i przy akompaniamencie orkiestry górniczej ruszyliśmy o 11.00 do boju. Pierwsze cztery kilometry to prawie cały czas lekko z górki do Pogorii nr 4. Potem kilka kilometrów wokół jeziora do Pogorii nr 3. Słońce nieźle grzało jak na początek kwietnia ale na szczęście chłodziła nas bryza od obu jezior. Cały czas płasko. Trzymaliśmy tempo na 1.50. Podbiegi dopiero na ostatniej ćwiartce biegu. Początkowy ból nóg związany z sobotnim biegiem minął bo zastąpił go nowy, niedzielny. Na około 12 km Marek zaczął narzekać na ból uda i zwolnił nie chcąc nabawić się kontuzji. Ja załapałem się do pociągu z balonami na 1.50. Temperatura zaczęła rosnąć, zniknęła bryza. I pierwszy podbieg nad torami. Potem trochę płasko, zbieg do Redenu i kilkusetmetrowy podbieg do parku. Tam już tylko ostatni kilometr po alejkach parkowych. Udało mi się dobiec minutę przed grupą na 1.50. Marek był kilka minut za mną – na szczęście bez urazów. Na miejscu tradycyjna kranówa w oryginalnych butelkach i gorący posiłek. Jak zawsze świetna organizacja, medal z kolorowym akcentem.

I runda VIII JPNW

Na Jurajskim Pucharze w Olsztynie wystąpiłem jako kibic i fotoreporter Janka i Zygmunta. Nasi dzielni seniorzy walczyli jak lwy na bardzo trudnej trasie pod olsztyńskim zamkiem. Dwie pętle dały wszystkim w kość. Ale ogoda super, słoneczko i chłodny wiaterek. Janek był drugi w kategorii wiekowej, Zygmunt trochę dalej. Nieszczęściem Janka w Jurajskim jest Krzara, który blokuje mu drogę do zwycięstw w kategorii. Szacun dla naszego wielkiego przyjaciela Krzary, który po wczorajszym duatlonie w Biegu Częstochowskim (10 km rower plus 10 km bieg) tak świetnie maszerował. Dzięki roli kibica miałem okazję obejrzeć walkę czołówki nordikowców z innej perspektywy.

X Bieg Częstochowski

Relacja z X Biegu Częstochowskiego dotyczy tylko mojego w nim startu. Ludków startowało teoretycznie sporo, ale po przejrzeniu listy wyników mam spore wątpliwości co do tożsamości kilku z nich. Liczę, że pozostałe, prawdziwe Ludki napiszą swoje wrażenia z tego pięknego biegu. Jubileusz Biegu Częstochowskiego był również moim jubileuszem. Jako jeden z 41 zawodników wystartowałem we wszystkich biegach (Andrzejowi zabrakło startu z 2010 roku). Tylko ze względu na ten jubileusz spróbowałem pokonać wymagającą trasę tych zawodów. Piszę „pokonać” bo o bieganiu nie mogło być mowy. Od udanego startu w Bochni spotykają mnie same plagi. Najpierw przeziębienie i dwa tygodnie bez ruszania się, potem uraz pośladka prawej nogi podczas Biegu z Jajami w Lublińcu. Stojąc na starcie zastanawiałem się czy przetrwam chociaż jeden kilometr. Ból obydwu nóg nie pozwalał na nic oprócz czołgania się po trasie. Każdy kilometr bliżej mety to był wielki sukces. Jak dotarłem na ostatnią prostą w III Alei NMP byłem pewny, że chociażby na czworakach ale metę osiągnę. Ukończenie tej dyszki jest większym sukcesem od wielu moich rekordów. Start w takim stanie zdrowia był głupotą, ale nigdy bym sobie nie darował, że nie powalczyłem. Nie byłem ostatni, wielu zdrowych było za mną, w limicie czasu się zmieściłem. Organizacja imprezy jak zawsze u Zabieganych perfekcyjna. Medal, koszulka, plecak bardzo fajne. Ja dostałem dodatkowo woreczek reklamowy Calypso z ręcznikiem. Zamknąłem piękną historię, bo pewnie już nie wystartuję w tym kultowym już biegu. Ale jak to będzie życie pokaże. Dziękuję Agnieszce i Adrianowi Błaszczykom za gościnę udzieloną Ludkom. Spotkanie nowych władz klubu było bardzo owocne. Podziękowania również dla kibiców za wsparcie na trasie.

Maraton nocny w Ostrawie

Prawie dokładnie 3 lata minęło od mojego ostatniego maratonu z buta. Styczeń, luty i połowę marca przepracowałem dość intensywnie między innymi dzięki kilku niedzielnym 20-sto kilometrowym wybieganiom wykonanym wspólnie z Markiem Cebulą. To i dodatkowo przebiegnięty w Bochni prawie maraton spowodowały, iż zapragnąłem sprawdzić się na tym królewskim dystansie. Zacząłem szukać na Maratonach Polskich i wybór padł na Ostrawę. 24 marca miał się tam odbyć maraton nocny organizowany po raz drugi. Na wybór wpłynęło kilka czynników. Bliska odległość – 155 km, niewielka opłata startowa – 250 koron, inna formuła – noc oraz 12 pętli po 3,5 km. Pomyślałem, że gdybym nie mógł dać rady to bieg zakończę na którymś z kolei okrążeniu. Obawa o swoją formę i aktualne możliwości spowodowały, iż nie powiedziałem nikomu o swoich planach. Jeżeli by się udało – byłoby super, a jeżeli musiałbym zejść wcześniej to nie musiałbym się wstydzić. Wysłałem meilowe zgłoszenie i w sobotę ok 19.00 pojechałem. Przybyłem na godz 21.00. Biuro zawodów miało być w Wagon Club. Na miejscu okazało się, że to … pub. Za barem był mały pokoik gdzie przyjmowano zgłoszenia. Numer startowy – materiałowy na tasiemkach z przodu i tyłu jak na Biegu Piastów – można sobie było wybrać. Obok mojego auta zaparkowało jeszcze 3 z Polski co razem dało około 5 zawodników z naszego kraju. Start miał się obyć o godz. 22.00. Na miejscu startu zostawiłem reklamówkę z napojami i batonami. Całą grupę – około 35 osób ustawiono ok. 200 m przed linią mety tak aby osiągnąć dystans pełnego maratonu. W przed startowych przemyśleniach długo zastanawiałem się na jaki czas, w jakim tempie biec. Założyłem iż powinienem zmieścić się w 4 godzinach czyli okrążenie – 3,5 km - w 20 minut, 3 w godzinę i 12 w 4 godziny. Temperatura była ok. 0 stopni, wiał – jak się potem okazało na trasie – wiatr raz w plecy, a raz w twarz. Ruszyliśmy. Najpierw lekko pod górę, potem ponad kilometrowy zbieg a potem góra, dół – na zmianę. Na szczęście – cenne zwłaszcza na ostatnich okrążeniach – podbiegi jak i zbiegi były łagodne. Pierwsze trzy okrążenia pokonałem w 57 min, czyli lepiej niż zakładałem. Po połowie dystansu miałem ok 5 min zapasu do planu. Na każdym okrążeniu piłem bądź jadłem batony albo wystawione przez organizatorów banany, rodzynki i ciepłą herbatę. Udało mi się zdublować kilku zawodników. Natomiast mnie na całym dystansie zdublował tylko jeden. No ale potem zaczęły się schody. Skarpety uciskowe robiły swoje jeśli chodzi łydki ale uda coraz bardziej zaczęły boleć. Zaoszczędzony czas zaczął topnieć. Mimo to udało mi się wyprzedzić jeszcze kilku zawodników. Na mecie stał jeden z organizatorów, który każdemu ręcznie zapisywał okrążenia i czasy. Jakże bosko brzmiał jego głos kiedy krzyknął do mnie: Ostatnie! Wpadam na metę wyłączam garmina i patrzę na czas: 4.00.00. Sędzia też krzyczy do mnie: Równo 4.00. Ale mówiąc szczerze czas nie był dla mnie najważniejszy. Marzyłem tylko aby gdzieś usiąść. Zapytałem tylko jeszcze o miejsce – i tu niespodzianka: Jesteś piąty! Coś niesamowitego. Odebrałem jeszcze symboliczny medal i czas do domu. W tym momencie zaczęły mnie brać skurcze, ale jakoś doszedłem do auta i bez przebierania ruszyłem w drogę powrotną. Była 2.00 a w zasadzie po zmianie czasu 3.00 godzina. W domu byłem na 5.00. Za długo nie pospałem, bo o 10.00 ostatnie zawody w Planicy. Najbliższe dni pokażą jak zniosły to moje nogi. Osobiście jestem niesamowicie zadowolony. Organizacja skromna, ale było niezwykle sympatycznie, towarzysko i przyjaźnie.

II Bieg Charytatywny - Jaroszów, 5 lutego 2017

Charytatywny bieg w Jaroszowie

W tym roku w dniu 11.02 już po raz trzeci Leśne Ludki wzięły udział w charytatywnym biegu w Jaroszowie. Tym razem klub reprezentowali: Janek, Jarek Gałązka i Andrzej. Dystans jak zwykle  - do wyboru - to 5 lub 10 km biegu lub Nordic Walking. Ja z Jarkiem ruszyliśmy z buta na dychę, a Janek z kijami na piątkę. Było zimno, ale tylko kilka stopni poniżej zera, trochę śniegu i lodu na trasie. Biegło nam się dobrze, bez niespodzianek. Trzeba było uważać gdzie stawić nogi gdyż dwa lata temu boleśnie zliczyłem glebę. Na mecie czekał nas gorący posiłek i pyszne ciasta. Tradycyjnie wsparliśmy chorych maluszków. Cała nasza trójka miała szczęście w losowaniu. Wylosowaliśmy wejściówkę do muzeum w Żarkach, na imprezę w myszkowskim MDK i kurs dietetyczny. I chociaż nie było żadnego podium - największe szanse miał Janek, ale był prawie cały klub z Janowa - udział w tak szlachetnej imprezie sprawił nam wielką satysfakcję.